Koligacje, o ktorych nie trzeba glosno mowic

oraz zyciorysy takich typow jak:

Krzysztof Teodor TOEPLITZ, Daniel Passent, Aleksander MALACHOWSKI, Leszek MOCZULSKI, Bronislaw Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuron, Bernard vel Boleslaw Tejkowski, Jozef Oleksy, Aleksander Kwasniewski, Andrzej Szczypiorski


Koligacje, o ktorych nie trzeba glosno mowic

Zapomniane rodowody

Z tego, ze tzw. okres stalinizmu (czyli lata 1944-1956) byl najbardziej antypolskim okresem w dziejach PRL-u, wiekszosc Polakow zdaje sobie sprawe. Sporo naszych rodakow slusznie kojarzy te lata z dominacja w aparacie wladzy komunistow pochodzenia zydowskiego. Niewielu jednak wie o tym, iz znaczna czesc elity politycznej i kulturalnej Trzeciej Rzeczypospolitej wywodzi sie z rodzin owczesnych wladców Polski. Warto sobie uswiadomic skale tego zjawiska.

Kontynuatorzy z SLD.

Wielu potomkow bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj szeregi SLD. Najlepszym tego przykladem jest b.premier Wlodzimierz Cimoszewicz, ktorego ojciec, Marian, byl oficerem Informacji Wojskowej. W 1951 roku na jego rozkaz aresztowano komendanta Wojskowej Akademii Technicznej oraz kilkunastu oficerow pracujacych na tej uczelni, którzy wczesniej byli w Armii Krajowej.

Inny czolowy polityk lewicy, byly wicepremier i wicemarszalek Sejmu (ostatnio ponownie wybrany do Sejmu) Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego dzialacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, ktory naprawde nazywal sie Aron Berman, w roku 1944 byl zalozycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Zycia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastepca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu".

Zwiazkami rodzinnymi z prominentami tamtego okresu moga sie pochwalic takze inni dzialacze SLD, np. posel Longin Pastusiak, ktory jest zieciem I sekretarza KC PZPR z roku 1956, Edwarda Ochaba. Z kolei jeden z czytelników "Glosu" w liscie do redakcji opublikowanym w numerze z 21- 23 marca br. napisal, ze ojciec innego polityka lewicy, posla SLD ostatniej kadencji - Janusza Zemke, byl od roku 1945 szefem UB w Wabrzeznie (wojewodztwo torunskie). Posel Zemke jak dotad nie zaprzeczyl tej informacji.

Wszyscy ludzie prezydenta

O dzialalnosc w Urzedzie Bezpieczenstwa niektore emigracyjne gazety oskarzaly takze ojca prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego, twierdzac, ze nosil on wowczas nazwisko Stolzman. Ale nawet, gdyby nie bylo to prawda, faktem jest, ze w swojej Kancelarii Kwasniewski zatrudnil ludzi pochodzacych z komunistycznych rodzin.

O bylej szefowej Kancelarii, poslance SLD, Danucie Waniek, wiemy, iz wychowala sie w lewicowym domu we Wloclawku. Ojciec kierowal zakladem produkcyjnym, matka zwiazana byla z handlem. Oboje byli w PZPR (L. Zalewska, "piewaczka" prezydenta, "Zycie" z 2-3 listopada 1996 r.).

Inny bliski wspolpracownik Kwasniewskiego, szef Biura Bezpieczenstwa Narodowego Marek Siwiec, rowniez pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec byl wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Zycie" z 26-27 pazdziernika 1996 r.).

W prezydenckiej Kancelarii zostal zatrudniony takze znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfeld, który w tekscie pt. Byc Zydem w Polsce pisal: Moi rodzice po to, by nie byc obcymi wymyslili, ze beda budowac komunizm, to byla wlasnie ideologia, ktora kazala wierzyc, ze ludzie sa sobie rowni, bez wzgledu na kolor skory, religie i status spoleczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili zycie w sowieckiej Rosji i wrocili do Polski, nie rozumiejac, ze slowo komunista bedzie sie wlasnie w Polsce kojarzyc z Zydami ("Najwyzszy Czas!" z 12 marca 1994 r.).

Od UB do UW

Ale nie tylko w poblizu SLD i prezydenta Kwasniewskiego znalezli sie potomkowie "zasluzonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazlo swoje miejsce w Unii Wolnosci, gdzie prym wioda dzialacze, ktorzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za zycia Bieruta - Bronislaw Geremek i Jacek Kuron.

W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje sie np. posel Jan Litynski, ktorego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarl w 1947 roku. (...) Litynski najwczesniej wkroczyl do historii. Jako szesciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegl do trybuny i wreczyl Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu sposrod wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).

Inni prominentni czlonkowie UW posiadaja podobne zwiazki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Swiecicki jest zieciem PRL-owskiego wicepremiera, czlonka KC PZPR w latach 1948-1981, Eugeniusza Szyra, zas czolowy udecki ekonomista Waldemar Kuczynski przyznal sie do tego, iz jego tesciem byl Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956.

Zatrudniona przez Swiecickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, zona posla UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest corka przedwojennej dzialaczki KPP Reginy Okrent, ktora w latach 1946-1949 pracowala w Urzedzie Bezpieczenstwa w Lodzi.

Burmistrzem warszawskiego srodmiescia w latach 1990-1994 byl Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, dzialacza komunistycznego, ktory zginal w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszla za maz za Artura Starewicza, ktory w latach 1949-1953 byl kierownikiem Wydzialu Propagandy KC PZPR, a nastepnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.

"Sami swoi" w MSZ

Rowniez wsrod pracownikow sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie byl Stefan Meller, ktorego ojciec, Adam, pracowal w Informacji Wojskowej, a nastepnie, do roku 1968, w dyplomacji. Meller jest obecnie ambasadorem Polski w Paryzu.

Dyrektorem Departamentu Studiow i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wroclawiu w latach 1947-1952, a nastepnie cenzora w Glownym Urzedzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowala do niedawna Malgorzata Lavergne, corka znanego dzialacza komunistycznego, pierwszego szefa Glownego Zarzadu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, ktory jeszcze przed wojna nosil nazwisko Izaak Medres.

Stanowiaca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to rowniez strefa wplywow potomkow stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, czlonek wladz Unii Wolnosci, syn Grzegorza, ktory do roku 1968 byl redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez wladze PRL Towarzystwa Spoleczno-Kulturalnego Zydow w Polsce. Matka Smolara pracowala w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji byl do niedawna Jozef Chajn, ktorego ojciec, Leon, byl w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwosci, a do roku 1961 sprawowal kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.

Korzenie Ruchu Stu

Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy takze na prawicy. Posel z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarnosc", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czeslaw Bielecki, tak mowil o swoich rodzicach: Wyrastalem w rodzinie zasymilowanej inteligencji zydowskiej. Ojciec, z wyksztalcenia matematyk, byl dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oswiaty w latach piedziesiatych. Wylecial z tego stanowiska razem z Wladyslawem Bienkowskim, gdy Gomulka "zwijal" Pazdziernik.
Matka byla urzedniczka w Glownym Urzedzie Statystycznym, zajmowala sie demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Blizej politykow, Torun 1996).

Towarzystwo z "Wyborczej"

Terenem, na ktorym szczegolnie mocno usadowilo sie drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem najwiekszej w Polsce gazety jest przeciez Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zaklamanych podrecznikow do historii, Heleny Michnik, a takze brat ubeckiego "sedziego", Stefana Michnika.

Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastepczyni, Helena Luczywo, corka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydzialu w KC PZPR, Ferdynanda Chabera.

Drugim zastepca Michnika byl do niedawna dzis prowadzacy "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Osrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistow, ktorzy pozniej pracowali w Komendzie Wojewodzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisal o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodzicow-aparatczykow - zgodnie z dominujaca regula - musialo go zaprowadzic w koncu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).

Czolowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujacy swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna takze redaktor naczelny zydowskiego miesiecznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Boleslaw, byl po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowala Wojewodzki Urzad Bezpieczenstwa Publicznego w Rzeszowie.

Dziennikarze czerwoni od pokolen

Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru" byl Michal Komar, ktory jest jednoczesnie prezesem Unii Wydawcow Prasy. Jest on synem Waclawa Komara, dowodcy walczacych w Hiszpanii "dabrowszczakow", a nastepnie PRL-owskiego generala, i Marii Komar, ktora dzialalnosc komunistyczna rozpoczela rowniez przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.

Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, rowniez moze sie pochwalic podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynal kariere polityczna i dziennikarska w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie wlaczyl sie w dzialalnosc PKWN, byl rowniez czlonkiem, kierowanej przez Bieruta, Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, byl wychowywany przez wuja, przedwojennego komuniste, generala Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewode olsztynskiego.

Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarnosc" jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czolowych stalinowcow, czlonka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddzialu agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, ktorego ojciec, pulkownik Mieczyslaw Broniatowski, od roku 1945 byl dyrektorem Centralnej Szkoly Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego w Lodzi, a nastepnie dyrektorem Departamentu Spoleczno-Administracyjnego MSW.

W kulturze - jak za Bieruta

Rowniez w dziedzinie kultury mozna zauwazyc silna pozycje dzieci dawnych rzadcow Polski. Bardzo modnym wsrod udeckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Torunczyk, corka Henryka, dzialacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracujacej w Zakladzie Historii Partii przy KC PZPR.

Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczyslawa, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuznica", ktory z partii wystapil w 1957 roku, a wiec zaraz po zakonczeniu okresu stalinowskiego.

Mieszkajacy obecnie w Australii (ale publikujacy w "Gazecie Wyborczej") poeta i piesniarz, niegdys "bard opozycji", Jacek Kaczmarski, tak mowil o swojej rodzinie: Moj dziadek byl przed wojna zaangazowanym komunista, po wojnie zas komunistycznym dygnitarzem. (...) Wierzyl w dziejowa misje partii itd. Po wojnie znalazl sie wiec w kregach wladzy, byl ambasadorem w Kambodzy, pelnil jakies dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracowal w ministerstwie oswiaty. Z partii wystapil w 1981 roku. Jego zona, czyli moja babcia (...) pochodzila z rodziny zydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostalo bez wplywu na zeslanie mojego dziadka do ministerstwa oswiaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji, "Tygodnik Solidarnosc" z 4 maja 1990 r.).

Filmowe imperium

Wsrod najglosniejszych rezyserow filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, bylego prezesa Radiokomitetu i przewodniczacego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ktorego ojciec w pierwszym okresie PRL-u byl dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansow, a nastepnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej Zaorski.

Inne znane rodzenstwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Lazarkiewicz, dwie rezyserki, ktorych ojcem byl Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w Armii Czerwonej, pozniej redaktor naczelny "Walki Mlodych" i dziennikarz "Trybuny Ludu". W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowala rowniez matka Marcela Lozinskiego, rezysera znanego z proudeckich sympatii. Inny rezyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, bylego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.

Genealogie profesorow

Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii sredniowiecznej, a zarazem byly senator OKP i dzialacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistow, zas jego ojczymem byl czolowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski.

Inny historyk, profesor Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarlego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, ktory przed wojna nazywal sie Beniamin Goldberg. Profesorem politologii na filii Uniwersytetu Warszawskiego w Bialymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i czlonka Prezydium CRZZ do roku 1968.

Celem tego, niepelnego przeciez, zestawienia nazwisk nie jest obciazanie wymienionych tu osob odpowiedzialnoscia za czyny ich rodzicow. Chcialem jedynie pokazac, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodza sie z elit, ktore kilkadziesiat lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rzadzily Polska. Czy tak duza ilosc ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce to tylko zwykly przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej
arystokracji"? Na to pytanie niech odpowiedza sobie Czytelnicy.

 

Pawel Siergiejczyk

 

Poczatek strony


 

Bernard vel Boleslaw Tejkowski

"Sztandarowy" antysemita i "wodz" nie tylko "polskiego ruchu narodowego", ale rowniez ogolnoslowianskiego, od kilku juz lat nosi imie BOLESLAW. Poznalem go osobiscie pozna jesienia 1956 r. na zjezdzie mlodziezy studenckiej w Krakowie. Reprezentowalem te czesc opozycji anytykomunistycznej, ktora miala za soba lata spedzone w wiezieniach i dlatego miedzy innymi uczulony bylem na dzialaczy stalinowskiego ZMP - tych w szczegolnosci, ktorzy pelnili tam funkcje kierownicze. Jednym z nich byl Bernard Tejkowski. W ZMP pelnil funkcje przewodniczacego zarzadu uczelnianego na Politechnice Krakowskiej. W jego najblizszym otoczeniu dzialali: Stefan i Andrzej Bratkowscy, Kryg, Ullman i Wollen. Cala ta grupa nie kamuflowala bynajmniej swojej "czerwonosci". Sami siebie nazywali "klanem plonacego pomidora". "Chcieli byc czerwoni na zewnatrz i w srodku" - pisal o nich S. Chelstowski w "Po prostu" (nr 10 z 1957 r.)

Przypadek Tejkowskiego jest klinicznym przykladem dzialan agenturalnych, podgrzewanych na bardzo pikantnym sosie karierowiczostwa.

Jezeli "Gazeta Wyborcza", naglasniajac Tejkowskiego, przypisuje mu "konspiracje narodowa w latach piecdziesiatych", to Adam Michnik wie doskonale, co i po co przeklamuje.

W czerwcu 1956 r. Tejkowski pisal: "Po calodziennej i prawie calonocnej dyskusji, mam kilka uwag:
1. Antysemityzm to kontrewolucja koltunerii.
2. Partia musi wyrazac wole mas. Partia ma sens, jako czesc tych mas".

W nagrode za trwanie przy komunistycznych idealach w przelomowych miesiacach 1956 r. Bernard Tejkowski zostal etatowym pracownikiem Komitetu Wojewodzkiego PZPR w Krakowie, jako glowny pomocnik towarzysza Marka Waldenberga. "Benio" zasluzyl sie wowczas broniac Jozefa Cyrankiewicza, nie tylko przed atakami antysemitow. Dzieki wdziecznosci Cyrankowicza, za posrednictwem Mateusza Ochsa, otrzymal Tejkowski mieszkanie w Warszawie, co bylo w owych czasach znacznym wyroznieniem. Tejkowski, ciagle jeszcze jako Bernard i towarzysz partyjny, wspoldzialal z Kuroniem, Modzelewskim i Baumanem.

O wielkim przelomie w zyciu Tejkowskiego, ktory nastapil rzekomo w roku 1967, pisal Kuron w swojej ksiazce "Wiara i Wina".

Kilka lat pozniej Tejkowski zmienil imie na Boleslaw - na pamiatke krola Boleslawa Smialego - i zalozyl grupe "Swiatowid" o bardzo jednoznacznym nastawieniu antykatolickim. Powiazania polityczne tej grupy z sowieckim w Polsce namiestnictwem nie byly w tym czasie nazbyt starannie kamuflowane. Przez cala dekade lat siedemdziesiatych, Tejkowski prowadzil swoja neopoganska dzialalnosc, pracujac na dobrze platnym etacie Zarzadu Glownego Towarzystwa Krzewienia Kultury Swieckiej. W roku 1981 zorganizowal w Warszawie "zjazd", ktory powolal "Polski Zwiazek Wspolnoty Narodowej", wystepujac generalnie przeciwko NSZZ "Solidarnosc". Rowniez po wprowadzeniu stanu wojennego czynil najprzerozniejsze umizgi i starania, aby uzyskac jakies koncesje w ramach "realnego socjalizmu".

23 wrzesnia 1988 r. naglosniono list Tejkowskiego do ministra Kiszczaka, w ktorym napisal: "Ograniczony system wielopartyjny powienien gwarantowac 51% udzialu w Sejmie dla PZPR".

We wszystkich wystapieniach Tejkowskiego i jego halasliwych wyglupach antyzydowskich, chodzi o to i tylko o to, aby kompromitowac te formacje polityczne, ktore odwoluja sie do tradycji narodowych. Kilka lat (od roku 1991) trwal proces karny Tejkowskiego, ktory byl doskonala okazja do naglosnienia jego osoby. W pazdzierniku 1994 r. "za ponizanie osob narodowosci zydowskiej, lzenie papieza Jana Pawla II i Episkopatu Polski", skazany zostal na rok wiezienia, z zawieszeniem na 2 lata.

W liscie "Do Szanownego Giennadija Ziganowa", Tejkowski napisal: "Wyrazamy nadzieje, ze Wasz i nasz program narodowy urzeczywistni Wspolnote Slowianska, stanowiaca wszechstronne przymierze gospodarcze, polityczne i wojskowe niepodleglych Panstw Slowianskich".

 

Antoni Lenkiewicz

 

Poczatek strony


Krzysztof Teodor Toeplitz

Jest bylym redaktorem naczelnym nudnego, postkomunistycznego i antypolskiego tygodnika "Wiadomosci Kulturalne", do ktorego Skarb Pañstwa doplacil juz wiele miliardow zlotych. Zwracanie baczniejszej uwagi na KTT, na jego pochodzenie, zyciorys i antypolskie poglady, nie byloby uzasadnione, gdyby nie byl osobnikiem az tak bardzo typowym w postkomunistycznych ukladach wladzy i gdyby nie grozilo nam to, ze rowniez koalicja AWS+UW bedzie sklonna dofinansowywac z budzetu panstwa "WK".

Urodzil sie 20 stycznia 1933 r. w Otrebusach. Jerzy Urban napisal: "Rod Toeplitzow jest wszecheuropejski i podobno wywodzi sie z Hiszpanii. (...) Dziadek Toeplitza z linii wloskiej byl, czy jest, prezesem Banco Comerciale Italiana, co w Rzymie liczy sie wiecej niz papiez (...). Linia polska rodu Toeplitzow wychrzcila sie kiedys i bodaj sam Krzysztof Teodor jest chrzczony, ale woda, szczesciem, nie zostawia zadnych sladow".

W przypadku KTT rzeczywiscie tak sie stalo. Nie poszedl sladem uczciwych i spolonizowanych Zydow, takich jak Szymon Askenazy (1866-1935), lecz takich, jak Jerzy Urban i Leon Toeplitz. Ten ostatni w latach dwudziestych zostal skazany za agenturalna dzialalnosc na rzecz ZSRR. Zgodnie z ta tradycja KTT w r. 1947 wstapil do Zwiazku Walki Mlodych - ZWM, ktory byl przybudowka mlodziezowa PPR. W tym nurcie sluzby sowieckiemu w Polsce panowaniu robil pozniej kariere w ZMP, w wielu redakcjach pism oraz w TV. Rowniez w stanie wojennym gorliwie wspieral polityke Wojciecha Jaruzelskiego. Jego szkalujace Solidarnosc felietony z "Polityki" zostaly opublikowane takze w wydawnictwach ksiazkowych: "16 miesiecy" (r. 1983) i "Zacmienie informacyjne" (1986).

Podobnie jak w przypadku Jerzego Urbana, wydarzenia po r. 1989 nie popsuly rowniez dobrego samopoczucia i kariery KTT. Postkomunistyczne uklady wladzy powolaly go na stanowisko redaktora naczelnego "Nowej Europy", a gdy doprowadzil to pismo do bankructwa, na stanowisko redaktora naczelnego "Wiadomosci Kulturalnych". To antypolskie i antykatolickie pismo moglo powstac i funkcjonowac tylko dzieki wielkim dotacjom z budzetu panstwa. W r. 1994 Skarb Panstwa wydal na ten cel 15 miliardow zl, a w 3 nastepnych latach 7, 10 i 6 miliardów. Razem - 38 miliardow zl.

Jakichz to "wybitnych" autorow dobral sobie KTT do wspolpracy?

Sa to takie "orly", jak: Mariusz Chwedczuk, Piotr Ikonowicz, Kazimierz Kozniewski, Aleksander Malachowski, Ronald Topor i Jerzy Wiatr. A jakiez to, godne panstwowych dotacji, tresci, prezentuja ci "medrcy"?

Gdy ROP uzyskiwal coraz lepsze notowania w sondazach, postkomunisci nie ograniczyli sie do poslania tam niezliczonej ilosci agentow. 8 wrzesnia 1996 r. "WK" opublikowal tekst pt.: "Dziedzictwo faszyzmu", w ktorym Ruch Odbudowy Polski okreslony zostal jako partia narodowo-socjalistyczna i faszystowska. Podobna wymowe mial artykul "Patologiczna obsesja zydozercow" z 30 listopada 1997 r. Wyczulenie, czy raczej przeczulenie wobec postaw antysemickich, na lamach "WK" nie ma oczywiscie nic wspolnego z potepieniem wszelkich przejawow rasizmu i szowinizmu narodowego.

Stosunek "WK" do antychrystianizmu i antypolonizmu jest wiecej niz przyzwalajacy. W numerze z 15 maja 1996 r. na pierwszej stronie opublikowany zostal rysunek Rolanda Topora przedstawiajacy krzyz w kroczu kobiety. Z zapalem godnym lepszej sprawy "WK" bronily komiksu Arta Spiegelmana, w ktorym Zydzi sa przedstawiani jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako swinie (Nr z 13 sierpnia 1995 r.). "WK" pochwalily rowniez antypolski film "Sztetl" - Mariana Marzynskiego (7 lipca 1996 r.). Ostatnim popisem "WK" (Nr 51-52 i nastepne) sa teksty inaugurujace, w sposob skandaliczny, obchody dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza. Redagowany przez KTT tygodnik uznal, ze "pyszna i na czasie zabawa" bedzie zlustrowanie Mickiewicza: "Kobieciarz, sekciarz, brudas, polgramofan, cudzoloznik i Zyd" przede wszystkim. Oto jakiego wieszcza mielismy i mamy.

Po wyborach z 21 wrzesnia 1997 r. (post)komunistyczne "Wiadomosci Kulturalne" nie powinny nawet marzyc o dalszych dotacjach z budzetu panstwa, ale okazuje sie, ze takie typki jak KTT, moga liczyc na bardzo silne wsparcie ze strony rzadzacej Unii Wolnosci. "Gazeta Wyborcza" opublikowala w obronie "WK" list otwarty, pod ktorym podpisali sie m.in.: Jozef Hen, Kazimierz Kozniewski, Aleksander Krawczuk, Kazimierz Kutz, Olga Lipinska, Andrzej Rosner i Jerzy Wiatr. Nie jest chyba az tak bardzo dziwne, ze osoba stajaca w obronie "WK" okazal sie rowniez Jerzy Giedroyc. Sa to niestety kwiatki z tej samej laczki.

 

"Wroclawska Gazeta Polska"

 

Poczatek strony


Aleksander Malachowski - spowiednik komuny

Kresowe dziecinstwo.....

Urodzony w 1924 r. pochodzi z rodziny ziemianskiej. Jego ojciec Waclaw posiadal majatek Medyna w powiecie zbaraskim nad Zbruczem. Chetnie pomagal miejscowej ludnosci, reprezentowal ja w sejmiku samorzadowym. Byl przeciwnikiem kolonizacji i polonizacji Kresow. Aleksander Malachowski wspomina, ze taka postawa ojca przyczynila sie do jego przedwczesnej smierci. Kiedy miejscowy proboszcz oskarzyl go o zdrade interesow Polski, dostal wylewu. Trzynastoletni Aleksander doznal wtedy wstrzasu: zachwial sie swiat wartosci, ktorych Kosciol byl symbolem. Na pogrzebie, nad trumna, ksiadz powtorzyl oskarzenie: - Odszedl od nas zly czlowiek - powiedzial.

We wrzesniu 1939 r. Malachowski nie zdazyl wrocic do szkoly. Po wkroczeniu Sowietow Malachowscy jeszcze kilka tygodni przebywali w Medynie. W listopadzie Aleksander razem ze starszym bratem wyjechal do Lwowa. Tam przez kilka tygodni uczeszczal do polskiego gimnazjum. Wiosna 1940 r. postanowili opuscic Lwow, w czerwcu przyjechali do Bialegostoku. Dalsza podroz przerwalo aresztowanie Aleksandra przez bialoruska milicje: Przed komisariatem przy Lipowej ... podszedl patrol. Spojrzeli na mnie uwaznie. "Jewrej?" - "Niet". "Nu posmotrim, prowierim, dawaj, pajdiosz s nami".

Laskawy NKWD-zista

Podczas rewizji znaleziono u niego spis kilkuset polskich rodzin wywiezionych do Kazachstanu. Bialorusini przekazali go NKWD. Oskarzonego o szpiegostwo przetrzymywano w bialostockim wiezieniu kryminalnym. Tam zetknal sie z socjalistami, glownie bundowcami.

W wiezieniu spedzil znaczna czesc 1940 r.: Przebywalem w tych miesiacach, kiedy wykonywano owe bestialskie polecenia - wspominal w "ZW" - w jednym z radzieckich wiezien i dwukrotnie stalem juz na korytarzu, wywolany z celi owym sakramentalnym "kto zdzies na bukwu M?". "Kak twoja familia? - a nu dawaj z wieszczami".

Jednak za kazdym razem Malachowskiego ratowal oficer sledczy, ktory odwolywal go z powrotem do celi. Po kilku miesiacach zostal nieoczekiwanie zwolniony: W ostatecznym rozrachunku los okazal sie laskawy, choc ubrany byl w mundur NKWD-ysty. Oficer sledczy mial zaciecie pedagogiczne, rodem z Makarenki.

- Mlody jestes, a siedzisz juz pol roku - powiedzial - Obiecaj, ze wrocisz do szkoly, nie narobisz glupstw, a ja zalatwie zwolnienie.

Pod rozkazami Lubienskiego i Wozniakowskiego

Szczesliwie dotarl w okolice Zambrowa, gdzie odnalazl rodzine. Na tajnych kompletach zdal mature, jednoczesnie zaczal dzialac w konspiracji. Poczatkowo w ziemianskiej organizacji "Tarcza", pozniej przystapil do AK. Przysiege zlozyl na rece Jacka Wozniakowskiego, powojennego publicysty "Tygodnika Powszechnego", natomiast dowodca obwodu byl Konstanty Lubienski, pozniejszy dzialacz PAX-u.

Wkrotce aresztowala go bezpieka. Na poczatku 1945 r. razem z innymi akowcami zostal zeslany do lagrow. Dostal sie do kopalni wegla w poblizu miasteczka Uzlowaja.

Smieszny stalinizm

Malachowski do Polski wrocil w pazdzierniku 1945 r. Pod koniec roku rozpoczal studia na wydziale prawa Uniwersytetu Wroclawskiego, jednoczesnie pracuje w Tymczasowym Zarzadzie Panstwowym. Po pierwszym roku studiow zostal asystentem. Pomimo naciskow nie wstapil do ZMP, z tego tez powodu stracil wkrotce asystenture. W 1951 r. zaczal pracowac w Wojewodzkiej Komisji Planowania Gospodarczego we Wroclawiu. Po latach z sentymentem wspomina ten okres: Pracowalismy z poczuciem, ze robimy cos sensownego. ... A sam stalinizm, ogladany na dystans, obserwowany od kuchni, momentami wydawal sie wrecz smieszny.

W sieci UB

Jednak wkrotce ta sielanka sie skonczyla. W biurze WRN wykryto, ze Malachowski w zyciorysie zatail swoje pochodzenie spoleczne, przynaleznosc do AK, pobyt w sowieckich wiezieniach i w lagrze itp. Rozpoczely sie klopoty z bezpieka: ...przez dwa lata bylem szantazowany i namawiany do wspolpracy z Urzedem Bezpieczenstwa. ... UB nie chodzilo przeciez o wiadomosci, ktore moglem dostarczyc - jako mlody urzednik - o czlonku KC, panu Szczesniaku, przewodniczacym prezydium WRN we Wroclawiu. ... W istocie wlasnie o to (stworzenie siatki terroru policyjnego) chodzilo. Coz, za informacja bylo, ze wypil z moja szefowa kieliszek wodki, bo mu sie bardzo podobala... Jedyne, co moglem UB powiedziec, to ze on polubil te mloda i piekna kobiete. Stale do nas przychodzil i to zaniepokoilo UB.

W programie telewizyjnym "Puls dnia" mowil: Do wspolpracy zmuszano mnie dwa lata. Tragedia mego zycia bylo, ze przez dwa lata, zajmujac wysokie stanowisko w owczesnym aparacie planowania gospodarczego, bylem rownoczesnie lamany ... Skonczylo sie na tym, ze umarl Beria i oni dali spokoj.

Natomiast w ksiazce "Zylem... szczesliwie" wspomina, ze jeden ze znajomych podpowiedzial mu sposob na ubowcow - przed spotkaniem z nimi cwiartka wodki, a pozniej sami stwierdza, ze z alkoholikiem nie warto wspolpracowac.

"Dyktatura proletariaru jedyna droga"

W 1955 r. Malachowski przeniosl sie do Warszawy. Ciagle zmienia prace, z Panstwowej Komisji Planowania Gospodarczego przechodzi do "Przyjaciolki", pozniej do Wojewodzkiej Komisji Planowania Gospodarczego w Warszawie. Marek Hlasko, znajomy z Wroclawia, namowil go do wspolpracy z "Po Prostu".

Rownoczesnie zaczal sie udzielac w sekcji teatralnej Klubu Krzywego Kola. Wspolpracowal takze z Lechoslawem Gozdzikiem, sekretarzem partii w FSO na Zeraniu. Wiosna 1957 r. Gozdzik zaproponowal mu redagowanie zakladowej gazetki "Fakty", jednak juz po trzech miesiacach Malachowski odszedl. Po kilku miesiacach znalazl sie w "Przegladzie Kulturalnym".

Po latach wspominal, ze w 1956 r. nie uwierzyl w Gomulke i reformy. Jednak lektura jego owczesnych tekstow dowodzi czego innego. W lecie 1957 r. na lamach "Przegladu Kulturalnego" pisal: Zycie jednak nakazuje zachowanie dyktatury proletariatu jako jedynej praktycznej drogi wyrwania sie kraju z potwornej nedzy i zacofania, ochrony granic i tysiaca innych rzeczy, ktorych ustroj liberalny nie potrafi zapewnic. ... Na calym swiecie partie polityczne prowadza dzialalnosc polityczna dla osiagniecia swoich celow. Nie wiem dlaczego mialoby sie odmawiac tego prawa PZPR?

Dwa lata pozniej, rowniez w "PK", przekonywal, zupelnie jak Zenon Kliszko, do zwiekszenia wydajnosci pracy: Spoleczenstwo polskie dalo juz kilkakrotnie dowod na to, jak bardzo jest wrazliwe i podatne na ideowe rozwiazania najwyzszych problemow politycznych. I dlatego trafia mi do przekonania koncepcja posla Kliszki przedstawiona w imieniu Klubu Poselskiego PZPR.

Rownoczesnie dalej dzialal w Klubie Krzywego Kola, nawet przez trzy kadencje byl przewodniczacym jego zarzadu. W ostatnim roku istnienia zostal jego wiceprzewodniczacym. Witold Jedlicki w ksiazce poswieconej Klubowi pozytywnie ocenil jego prezesure, zwlaszcza sposob prowadzenia pertraktacji z wladzami. Sam Malachowski wspominal: Mnie, jako prezesa, regularnie wzywano do "Bialego Domu". Na waszych zebraniach - niezmiennie padal ten sam zarzut - nikt nie broni linii partii. niech wiec partia - odpowiadalem - przysyla swoich ludzi, bo kazdy ma u nas prawo glosu.

W 1960 r. zostal kierownikiem dzialu reportazu literackiego i publicystyki kulturalnej w Polskim Radiu.

Los socjalizmu = los narodu

Jednoczesnie na zamowienie "PK" napisal cykl reportazy, ktore zlozyly sie na wydana w 1964 r. ksiazke "Rzeczniepospolita". Pisal wtedy m.in.: Tam w "Tygodniku Polskim" [londynskim] ciesza sie z naszych klesk. Swoja malpia radosc usiluja ilustrowac naszymi slowami. ... Czy jeszcze do tej pory nie nauczyli sie myslec realistycznie i nie rozumieja, ze istnieje znak rownania pomiedzy programem i losem socjalizmu i losem narodu polskiego.

Konstruktywny opozycjonista

W latach siedemdziesiatych sporadycznie udzielal sie politycznie. Andrzej Friszke podaje, ze od jesieni 1973 r. w domu Malachowskiego odbywaly sie niezalezne spotkania studentow. Zapraszani byli naukowcy m.in. Jan Strzelecki, Edward Lipinski, Stefan Zolkiewski, Jakub Karpinski, ktorzy przedstawiali historie pierwszych powojennych lat oraz mowili o niekomunistycznym socjalizmie. Sam Malachowski wspominal, ze wspolpracowal z KOR-em: Chociaz nie zostalem czlonkiem KOR-u, uczestniczylem w jego niektorych pracach, wystepowalem jako rzecznik KOR-u za granica, przywozilem stamtad pieniadze. W moim domu odbylo sie kilka pierwszych wykladow "latajacego uniwersytetu".

Pod koniec lat siedemdziesiatych zaangazowal sie w prace Konwersatorium "Doswiadczenie i Przyszlosc". W 1979 r. zostal wiceprezesem oddzialu warszawskiego Zwiazku Literatow Polskich.

Macierewicz grozniejszy od komuny

Jesienia 1980 r. uczestniczyl w tworzeniu zwiazku zawodowego pracownikow RiTV, opracowujac m.in. jego statut. Po przystapieniu do "S" wszedl do wladz zwiazku. Na zjezdzie delegatow Regionu Mazowsze zostal wiceprzewodniczacym Komisji Rewizyjnej, wybrano go rowniez delegatem na zjazd krajowy. Byl zwolennikiem ograniczenia dzialalnosci "S" do spraw typowo zwiazkowych m.in. odziezy ochronnej dla robotnikow: ...sprzeciwialem sie rozszerzeniu formuly, tworzeniu quasi-partii politycznej. ... Sprzeciwialem sie upolitycznieniu "S", bo obawialem sie, ze przyniesie to katostrofalne skutki.

Malachowski wspomina, ze do konfliktu dochodzilo m.in. z "prawdziwkami" oraz grupa Macierewicza, ktora okreslil jako grozniejsza od komunistow: Oni wierzyli w spiskowa teorie dziejow, wszedzie dopatrywali sie ukrytych dzialan. Kto sie nie zgadzal, byl wrogiem. Gdyby nie stan wojenny, okazaliby sie dla zwiazku grozniejsi niz partia i bezpieka razem wziete. Komunisci walczyli z nami, ale tym samym nas wzmacniali. Tymczasem kazdy brudny tekst w sterowanym przez Macierewicza pisemku "Wiadomosci Dnia" rzeczywiscie szkodzil "S".

Podczas zjazdu "S" zostal wiceprzewodniczacym Krajowej Komisji Rewizyjnej, ktora zajmowala sie m.in. sprawami finansowymi, darami zagranicznymi oraz skargami na dzialaczy "S". 13 grudnia zostal internowany w Bialolece, pozniej w Jaworzu. W odosobnieniu przebywal do maja 1982 r.

Jak Malachowski Kiszczaka zaprowadzil do Bujaka

Na wolnosci nawiazuje kontakty z dzialaczami podziemia: Jako czlonek wladz "S" bralem udzial w kilku zebraniach. Pamietam zwlaszcza bardzo dramatyczne spotkanie na Ursynowie ze Zbyszkiem Bujakiem. Dowieziono nas tam obu, po czym okazalo sie, ze zadne z przygotowanych wczesniej mieszkan nie jest do wykorzystania. Spacerowalismy wiec osiedlowymi uliczkami, w otoczeniu roznych dziwnych ludzi. Raczej byli to ludzie Bujaka niz Kiszczaka, bo nic zlego nam sie nie stalo. Mialem tez do czynienia z dzialaczami struktur na nizszych szczeblach.

W marcu 1983 r. podczas spotkania z Bujakiem byl swiadkiem jego aresztowania. Prowadzilem rozmowe z Aleksandrem Malachowskim, gdy nagle zastukali panowie z SB - wspominal Zbigniew Bujak - Malachowski zachowywal sie jak aktor, jakby nic sie nie zdarzylo, ja bylem dosyc rozluzniony. ... Wyprowadzili nas oddzielnie. ... Malachowskiego wypuscili i wrocil do domu. Bardzo sie tym gryzl, ze go wypuscili, a ja siedze. Gdy wiec, po mojej ucieczce, w srodku nocy przyszli do niego tajniacy, przyjal ich z ulga. Nie dziwie sie Malachowskiemu, bo sytuacja, bez jego zadnej winy, byla bardzo dwuznaczna.

Swoja wersje tych wydarzen przedstawil rowniez owczesny szef MSW gen.Kiszczak: ...mielismy swiezutki slad, konkretny sygnal, ze w okreslonym dniu i godzinie Aleksander Malachowski spotka sie z Bujakiem. ... Przygotowalismy cala operacje, zeby nas Malachowski zaprowadzil do Bujaka. Spotkanie bylo konspiracyjne. Malachowski przyszedl do jednego mieszkania, stamtad zaprowadzono go na Powisle do drugiego mieszkania, tam go przejal drugi lacznik, wzial go na Prage, gdzie mialo sie odbyc spotkanie z Bujakiem. Malachowski byl sledzony, przygotowane byly grupy operacyjne, otoczylismy dom i wszystkich z tego mieszkania wygarnelismy. Uprzedzilismy Biuro Sledcze, ze przywioza im grupe ludzi, wsrod ktorych bedzie Malachowski, wlasciciel mieszkania i Bujak.

Paszport za list ?

Rok pozniej w kwietniu 1984 r. Malachowski napisal list do Kiszczaka z prosba o paszport i rozmowe: Laskawy Panie Ministrze! Przepraszam bardzo, iz czlowiekowi tak zajetemu jak Pan zawracam glowe, ale upowaznil mnie Pan do tego bardzo zyczliwym stosunkiem do mojej rodziny w ciezkich dniach wiosny 1983, kiedy to ja siedzialem, a ojciec nasz zmarl w Czestochowie. ... Wysylam Panu Ministrowi wyrazy szacunku. Chetnie, nawet w razie odmowy zalatwienia mej prosby porozmawialbym z Panem o polityce wobec opozycji. Moi znajomi, ktorzy sie z Panem zetkneli twierdza, ze jest Pan jednym z nielicznych ludzi zdajacych sie to wszystko rozumiec.

Kilka dni pozniej Kiszczak przyjal Malachowskiego: ...mielismy okazje przedstawic swoje racje. Nie mozemy - twierdzilem - pojsc na kompromis, dopoki nie reaktywuje sie "S", nie wypusci sie ludzi z wiezien. ... Spieralismy sie o wiele spraw, co nie znaczy, ze nie bylo punktow wspolnych. On przyznawal sie do niektorych bledow, ja nie wybielalem "S" - wspominal Malachowski.

Po otrzymaniu paszportu wyjechal prywatnie do USA. Wzial jednak udzial w kilku publicznych spotkaniach w Los Angeles, Waszyngtonie, na ktorych przyjeto go chlodno. Grupa sympatykow "S" z Los Angeles po spotkaniu z nim wystosowala krytyczny list do kilku pism emigracyjnych: Oto "czlowiek S" roztaczal przed sluchaczami obraz totalnej dezorganizacji w "S", balaganu, klotni, sporow, braku umiejetnosci postepowania. O stanie wojennym mowil lekko, humorystycznie, o ubeku, ktory go przesluchiwal - w superlatywach; jaki to kulturalny, wyksztalcony (z doktoratem) czlowiek. Sluchacze mogli uslyszec slowa pochwaly wobec gen. Jaruzelskiego, ze "wybral mniejsze zlo" niz inwazja sowiecka...

Zaskoczeniem staly sie tez wypowiedzi p. Malachowskiego, ktory w swoim podobno imieniu rozmawia z przedstawicielami Stanow Zjednoczonych na temat restrykcji, pomocy Funduszu Monetarnego dla Polski, a nie zostal przez nikogo upowazniony do tego typu krokow. ... Stwierdzenie, ze tygodnik "Polityka" jest tak znakomity, ze az zakazany w Zwiazku Sowieckim, swiadczy, ze celowo chyba p.Malachowski sieje takie informacje, gdyz wszystkim wiadomo, ze jest to inteligentnie robione pismo, tylko po to, by tacy "emisariusze" jak p. Malachowski mogli latwiej przelknac wyzej cytowany przysmak. My jako przyprawe posylamy p. Malachowskiemu cykute.

Do wystapien Malachowskiego krytycznie odniosly sie rowniez osoby obecnie sympatyzujace z Unia Wolnosci - Piotr Mroczyk, Jan Nowak-Jezioranski, Adam Michnik, Czeslaw Milosz. Prawdopodobnie to wlasnie spowodowalo, ze Malachowski znalazl sie poza Unia. Na kilka lat wycofal sie z dzialalnosci politycznej.

W 1988 r. wznowil wspolprace TV.

Obronca Mazowieckiego i Balcerowicza

We wrzesniu 1988 r., w zwiazku ze zblizajacymi sie rozmowami Okraglego Stolu, Malachowski wystosowal kolejny list do Kiszczaka. Tym razem z wyrazami poparcia i oferta uczestnictwa w tych rozmowach. Wprawdzie w Okraglym Stole nie uczestniczyl, ale w czerwcu 1989 r. wszedl do sejmu z ramienia "druzyny Lecha". W nastepnych miesiacach dal sie poznac jako zwolennik utworzenia opozycyjnej partii lewicowej. Od poczatku bezkrytycznie popieral rzad Mazowieckiego i plan Balcerowicza. W kwietniu 1990 r. po II zjezdzie "S" przekonywal, ze nalezy wygaszac protesty przeciwko planowi Balcerowicza: ...sadze, ze nie szarpie sie chirurga za rekaw w czasie operacji ...

W kwietniu 1990 kategorycznie sprzeciwial sie przedterminowym wyborom: wybory powszechne i zmiana na stanowisku szefa panstwa nie powinny odbyc sie zbyt szybko. Mamy o wiele wazniejsze problemy niz wodzenie sie za lby, kto jakie ma zajac stanowisko.

Kiedy kilka dni pozniej Walesa oglosil zamiar kandydowania na urzad prezydenta, Malachowski stwierdzil - to bedzie katastrofa narodowa.

Jako jeden z pierwszych opowiedzial sie za kandydatura Mazowieckiego.

"Najbardziej chamski..."

Malachowski ochoczo przylaczyl sie do atakow lewicy solidarnosciowej na wartosci narodowe, polska tradycje, Kosciol. W kwietniu 1990 r. podczas spotkania z Szymonem Wiesenthalem w polskiej ambasadzie w Wiedniu wyrazil nastepujaca obawe: Kiedys Polska byla krajem wielu wspolzyjacych narodow, a obecnie stala sie prawie zupelnie "panstwem Polakow". Poeta, ktory rozpoczal swoj epos slowami "Litwo, ojczyzno moja..." byl po ojcu Bialorusinem, zas po matce Zydem. Sposrod pieciu najwiekszych polskich poetow - Iwaszkiewicz wywodzi sie z rodziny ukrainskiej, Lechon z ormianskiej, Tuwim i Slonimski byli Zydami, a Wierzynski pochodzi z austriackiego Tyrolu. Polska - kiedys "Rzeczpospolita Narodow" - przechodzi rzeczywisty dramat, kiedy "prawdziwi Polacy" glosza haslo "Polska dla Polakow". Mam nadzieje, ze nie dojdzie do tego, ze Polska stanie sie krajem narodowej nienawisci, ze swiatla czesc do tego nie dopusci. Niemniej, w sytuacji gdy powstaje grozba miliona bezrobotnych, centralnym problemem staje sie zapobiezenie naduzywaniu takich "zastepczych ideologii" jak szowinizm, nacjonalizm czy antysemityzm.

Rownoczesnie na lamach "Zycia Warszawy" i "Po Prostu" prowadzil kampanie zohydzania prawicy. W czerwcu 1990 r. pisal: Czarnosecinna, ksenofobiczna, skrobankowo-przemytnicza Polska ... nie stanie sie niczym innym jak przerazeniem narodow ... czarnosecinna, skoltuniona, kabaretowa prawica polska nie nalezy do wspolnoty ludzi przyzwoitych.

Na poczatku 1990 r.przyrownal Walese do Siwaka, kilka miesiecy pozniej Jana M. Jackowskiego okreslil mianem "Urbana lat 90". Nic dziwnego, ze publicysta "Contry" uznal Malachowskiego za najbardziej chamskiego publicyste: W swym wcieleniu publicystyczno-politycznym p.Malachowski prezentuje oblicze proste i wyraziste: kazdy, kto nie zgadza sie z linia polityczna p.Malachowskiego, to kanalia, szubrawiec lub chory umyslowo. ... P.Malachowski jest niezwykle reprezentatywnym uosobieniem etosu socjalistycznego.

Wedlug Malachowskiego, takze Kosciol powinien ulec zmianie: Twierdze, ze Kosciol przez kilkadziesiat lat ksztaltowal swoj Episkopat jako kierownicza strukture walki z komunizmem. Komunizm upadl, a ta struktura dalej chce walczyc z czyms, czego nie ma. Dopatruje sie we wszystkim co teraz sie mowi, atakow na Kosciol, religie i wiare. Sa to ludzie, ktorzy nie sa dostatecznie zorientowani we wspolczesnosci...

Kosciol krytykowal rowniez w miesieczniku homoseksualistow "INACZEJ". Stwierdzil tam, ze: Kosciol, na rowni z komunizmem, byl rodzajem imperium zla, gdyz dopuszczal sie masowych zbrodni z powodow religijnych, np. tortury i palenie na stosie. Wlaczajac sie do dyskusji o rehabilitacji zolnierzy NSZ, Malachowski dokonal w "ZW" nowego odkrycia: Homo sovieticus nie musi miec gwiazdy na czapce; ktoregos dnia zacznie zabijac z krzyzem na szyi.

Jednoczesnie konsekwentnie sprzeciwial sie przeprowadzeniu lustracji i dekomunizacji. W grudniu 1991 r. projekty ustaw dekomunizacyjnych okreslil jako bardzo niebezpieczne i antydemokratyczne.

Lustracja to totalitaryzm, a prawica - bolszewizm

Rok wczesniej na lamach "Po Prostu" pisal: Z martwej paszczy bezpieki wydrzemy nasze tajemnice, z ktorych wiele przyniesie nam rozwiazanie zagadek jakie nas drecza, ale tez i sporo z tych papierow bedziemy musieli ukryc, gdyz ujawnia prawdy niepozadane, prawdy wstydliwe, prawdy prawdziwe az do lez naszych najblizszych, wierzacych zawsze, ze bylismy tacy jacy nigdy nie bylismy - a co gorsza okazalismy sie takimi, jakimi nikt nie chcialby, abysmy byli.

Kampanie antylustracyjna kontynuowal takze po odwolaniu rzadu Olszewskiego. We wrzesniu na lamach "Wprost" uznal uchwale lustracyjna za wielki grzech parlamentu: ...przyjeta w sposob absurdalny, sprzeczny z prawem, w gruncie rzeczy wytupana i wykrzyczana w atmosferze sejmiku szlacheckiego, przy calkowitej bezradnosci wicemarszalka Sejmu.

W tym samym wywiadzie stwierdzil, ze partia Olszewskiego posluguje sie jezykiem ideologii zywcem wzietym z bolszewizmu. W romowie z "Prawem i Zyciem" prawice okreslil jako bialy bolszewizm: Boje sie jednak, ze niebezpieczenstwo bialego terroru istnieje , a nawet narasta. ... Nie mam pewnosci czy jutro nie zostanie uchwalona ustawa dekomunizacyjna, ktora znaczna czesc spoleczenstwa pozbawi praw obywatelskich. Nastepnym krokiem bedzie zalozenie obozow reedukacji.

Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w 1993 r. we "Wprost" rozwodzil sie juz nad zaletami postkomunistow: SLD nie tworza juz politycy z okresu rzadow Gomulki - to ludzie bardzo dobrze wyksztalceni o niemalym doswiadczeniu i rozsadku. Malachowski obawial sie jedynie powiazan SLD z liberalami i zdrady lewicowych idealow; a takze, ze ich zwyciestwo bedzie sygnalem do rozpoczecia "wojny domowej-pyskowek, ulicznych demonstracji, oskarzen."

W nowym parlamencie zostal wicemarszalkiem sejmu. Po kilku miesiacach koalicji SLD-PSL uspokajal: Bylbym powsciagliwy w biciu na alarm, ze wraca PRL. Na niektore stanowiska wracaja ludzie, ktorych wolelibysmy tam nie widziec. Ale czy tak sie dzieje w calym kraju? ... Balbym sie wiec hasel o powrocie PRL-u. Jezeli symbolem tego maja byc tacy ludzie jak Walendziak, to co to jest za powrot?

Zaufany Kwasniewskiego

Nazwisko Malachowskiego stalo sie ponownie glosne na poczatku 1996 r., kiedy Aleksander Kwasniewski wysunal jego kandydature na przewodniczacego tzw. komisji zaufania publicznego, zajmujacej sie archiwami MSW i UOP. Jednak Malachowski w dalszym ciagu tendencyjnie wypowiadal sie o lustracji. Okreslal ja jako otworzenie wrot piekiel i nieszczesc dla ludzi bardzo brutalnie zmuszanych do wspolpracy. Rownoczesnie podkreslal: ...praca komisji nie moze byc realizowana pod haslem polowania na czarownice.

Jak pozniej wielokrotnie tlumaczyl, jedna z glownych przyczyn przyjecia oferty Kwasniewskiego byla chec wyrownania krzywd wyrzadzonych przez Macierewicza: Gdy prezydent do mnie zadzwonil, pomyslalem sobie: po kiego czorta mi to? A potem przypomnialem sobie sprawe Chrzanowskiego, a przeciez takich spraw jest wiecej.

Obronca Oleksego i SLD

Malachowski swoja postawa w sprawie Oleksego udowodnil, ze zasluzyl na zaufanie Kwasniewskiego. Juz kilka tygodni po oskarzeniu premiera o szpiegostwo, uznal mozliwosc orzeczenia jego winy za malo prawdopodobna: Wiem troszke wiecej niz moge powiedziec i nie sadze, aby znalazly sie tam zelazne dowody oskarzenia. Niektore z nich sa komiczne.

Rownoczesnie uznal zawieszenie dzialalnosci przez Oleksego za przedwczesne: Jestem w opozycji, ale nie tak daleko, zebym stracil rozum.

Pod koniec stycznia w wywiadzie dla "Trybuny" Malachowski powiedzial: Wierze, ze Oleksy dopuscil sie lekkomyslnosci, a nie zdrady panstwa.

Z tolerancja odniosl sie do decyzji SdRP o wyborze Oleksego na szefa, okreslajac ja jako "odruch solidarnosci kolezenskiej". Wykazal rowniez troske o premiera: Oleksy czuje sie gleboko zraniony i zarzuty przyjal jako straszliwy kataklizm zyciowy.

Kilka miesiecy pozniej stwierdzil, ze sprawa Oleksego to zemsta Walesy, ktory zlecil sluzbom specjalnym skompromitowanie premiera. Bagatelizowal rowniez znajomosc bylego premiera z Alganowem: Z tego co wiem, przypadek zrzadzil, ze znaleziono teczke Alganowa, ktora byla juz przekazana do archiwum MSW. Okazalo sie, ze jest on przyjacielem Oleksego. I wtedy wzieto sie za rozpracowywanie tej sprawy, a bylo to latwe, bo Oleksy przyjaznil sie z Alganowem w sposob, ktory dzisiaj wywoluje zgorszenie. ... Moj znajomy opowiadal mi, ze Alganow byl bratem-lata, z ktorym wszyscy w Bialej Podlaskiej mieli serdeczne stosunki i bardzo sie lubili. Alganow swietnie spelnial role oficera wywiadu, staral sie zyc ze wszystkimi dobrze.

Kiedy prokurator Gorzkiewicz oglosil umorzenie sledztwa, ironizowal: Gdziez sa szumne zapowiadane dowody przeciw Oleksemu? Prosze bardzo - ciagnijmy go na szafot, ale najpierw przedstawmy dowody! Teraz mamy zamiar scigac prok. Gorzkiewicza, rzekomo za ujawnienie tajemnicy, ktora jest po prostu smieszna

Malachowski jako jeden z nielicznych poslow opozycji stanal w obronie UOP po ujawnieniu przez Konrada Napierale (z Unii Pracy) tajnego rozkazu Urzedu o monitorowaniu najwaznieszych zakladow pracy. Skrytykowal rowniez swojego klubowego kolege: Sprawa ta powinna byc przedstawiona przede wszystkim kierownictwu klubu poselskiego. Jestem za tym, by takich spraw publicznie nie rozglaszac, nim sie wewnetrznie ich nie wyjasni. ... Nie moze byc tak, ze panstwo jest pozbawione informacji o tym co sie w kraju dzieje. ... Nie wydaje mi sie, zeby to grozilo powrotem do panstwa policyjnego.

Kilka tygodni pozniej, kiedy pojawily sie pogloski o rozpisaniu przedterminowych wyborow, Malachowski stwierdzil: Gdyby byl zagrozony konstytucyjny termin kadencji Sejmu, byloby sensowne - mowie we wlasnym imieniu - wesprzec SLD w utrzymaniu pelnej kadencji.

Piotr Baczek

 

Poczatek strony


Leszek Moczulski

Ponad 10 lat wspolpracowalem z tym typem w Konfederacji Polski Niepodleglej. Chocby z tego powodu wypada mi odpowiedziec, jak to sie stalo i dlaczego wspolpraca trwala tak dlugo? Ujmujac rzecz najzwiezlej - dlatego, ze nie opuszcza sie zolnierzy w czasie trwajacej walki, nawet wowczas, gdy sie wie, ze "wodz” zdradzil, ale w sprawe te warto niewatpliwie wniknac nieco glebiej.

Nazwisko Moczulskiego na “liscie Macierewicza” nie bylo dla mnie zadnym zaskoczeniem. Od roku 1987 nie mialem w tej sprawie zludzen. Tym czlonkom KPN, ktorymi “dowodzilem” na terenie Dolnego Slaska, nie mialem nic do zarzucenia. Jestem przekonany, ze wiekszosc z nich wyrazala w dzialalnosci konfederackiej swoje patriotyczne dazenia.

Nie bez znaczenia bylo oczywiscie to, ze niezaleznie od pokretnych poczynan “wodza”, KPN odgrywala korzystna role w ozywianiu polskich aspiracji niepodleglosciowych. Trzeba jednak zdawac sobie sprawe, ze to, co bylo pozytywne w KPN, bylo tylko efektem ubocznym - najzupelniej sprzecznym z tym czemu sluzyl Leszek Moczulski.

W jego wlasnorecznie napisanym “curriculum vitae” mozemy przeczytac: “Jestem synem nauczyciela gimnazjalnego - Stanislawa i Janiny z Reymerow (...). Do czerwca 1945 r. kurs kl. III w Gimnazjum Samorzadowym w Mariowce Opoczynskiej. W lipcu 1945 r. przenioslem sie wraz z rodzicami do Sopotu. (...) W pazdzierniku 1946 r. wstapilem do ZWM i stalem sie od razu aktywnym jego czlonkiem, dzialajac zwlaszcza jako prelegent. W polowie roku 1947 zostalem kierownikiem kolka prelegentow i we wrzesniu 1947 r. wszedlem do Zarzadu Kola Szkolnego ZWM w Sopocie, jako referent wychowania ideologicznego. (...) W dniu 12.I. 1948 r. wstapilem do Polskiej Partii Robotniczej w Gdyni, gdzie powolany zostalem do egzekutywy (...). W maju 1948 r. zostalem wybrany na Dzielnicowa, a nastepnie na Miejska Konferencje Ideologicznych PPR i PPS. W lipcu wszedlem do aktywu Wojewodzkiego PPR w Gdansku”.

Przez wiele lat Moczulski dosyc skutecznie zatajal i zamazywal swoja nie tylko peperowska, ale rowniez pezetperowska przeszlosc, choc nawet na podstawie faktow konkludentnych, zwiazanych z funkcjami, ktore piastowal i gorliwie realizowal (pracowal w Wydawnictwie MON, byl redaktorem tygodnika “Stolica” i pisal przemowienia dla sekretarzy KW PZPR w Warszawie), wynikalo jednoznacznie, ze nalezal do centralnego kregu peerelowskiej nomenklatury, po stokroc sprawdzanej przez SB.

Jest charakterystyczne i wymowne, ze ani komunistyczne, ani postkomunistyczne srodki masowego przekazu, nigdy nie byly zainteresowane ujawnianiem prawdy o zyciu i dzialalnosci Leszka Moczulskiego.

Kariere “niepodleglosciowego opozycjonisty” rozpoczal Moczulski po zawarciu swojego drugiego malzenstwa z Maria vel “Majka” (Zona Krzysztofa Krola - Elzbieta jest jej corka). Rozwijala sie ta dzialalnosc w serdecznej przyjazni z rodzina znanego politruka plk. Zbigniewa Zaluskiego (1926 - 1978). Jego zona byla corka wysokiej rangi funkcjonariusza KGB. Byc moze to wyjasnia najwiecej? Wedlug mojej wiedzy o agenturalnej, antyniepodleglosciowej dzialalnosci Moczulskiego swiadcza nie poszlakowe podejrzane znajomosci i nawet nie akta MSW, lecz konkretene uczynki. Bez znaczenia dla oceny spoleczno-politycznych efektow tych uczynkow, sa lata spedzone w wiezieniach. W roku 1956 wielu Polakow dalo sie nabrac na to, ze Gomulka, Spychalski i wielu im podobnych, “aresztowanych za prawicowo-nacjonalistyczne odchylenie”, zasluguje na zaufanie. Byl to oczywisty blad i efekt szatanskiej socjotechniki, praktykowanej w “obozie socjalistycznym” na szeroka skale.

#We wszystkich latach PRL Moczulski byl bardzo aktywny w antypolskiej propagandzie. Cytatami, ktore o tym swiadcza mozna wypelnic kilka tomow. Zwazywszy na oszczednosc miejsca, ogranicze sie w tym miejscu do fragmentow najbardziej wymownych i reprezentatywnych dla pogladow Moczulskiego w latach piedziesiatych, szescdziesiatych i siedemdziesiatych, gdy nie byl juz zagubionym w historii mlodziencem.

W pismie “Wies” z 28 lutego 1954 r. napisal: “Zolnierze radzieccy rozumieli, ze walcza nie tylko o zachowanie zdobyczy socjalizmu w swoim kraju, lecz takze o wolnosc i swobode innych narodow (...). To przed 10 laty radzieccy czolgisci przywiezli nam wolnosc”.

W tygodniku “Dookola swiata” z 8 wrzesnia 1957 r.: “Dzis osiemnascie lat pozniej, probujemy odtworzyc wydarzenia jednego fragmentu przegranej kampanii. Wiecej tu mowy o glupocie, nieudolnosci, balaganie i zawinionej bezradnosci niz o bohaterstwie. Bo niestety - tak bylo”.

W “Stolicy” z 28 kwietnia 1968 r.: “W dalszym rozwoju wydarzen sila ta doprowadzila do Wielkiej Rewolucji Pazdziernikowej, ktora z kolei zadecydowala o odzyskaniu niepodleglosci przez Polske”.

W “Stolicy” z 15 grudnia 1968 r.: “Jedynie nielegalna KPP i sympatyzujace z nia jednolitofrontowe ugrupowania rewolucyjnej lewicy zwracaly konsekwentnie uwage na demagogie niepodleglosciowej propagandy “pilsudczykow”.

W “Argumentach” z 29 sierpnia 1971 r.: “Pojawilo sie nowe zagrozenie z tego kierunku, a mianowicie zagrozenie, ktore niosa ze soba USA, oboz atlantycki i NATO”.

W “Memoriale”, ktory Moczulski przekazal wladzom PRL w r. 1976: “Wszyscy praktycznie zgodni sa do tego, restytucja kapitalizmu w Polsce jest niemozliwa w takim stopniu, jak zastapienie swiatla elektrycznego luczywem”.

W tym czasie formalnie rzecz traktujac Moczulski wkroczyl juz na swoja, bardzo pokretna droge dzialalnosci “opozycyjnej”. Przy ocenie tej dzialalnosci trzeba brac pod uwage to, ze wszedzie i zawsze prowadzila ona do rozbicia, sklocania i oslabienia walki z sowieckim w Polsce panowaniem. Tylko nieliczni pamietaja, ze 13 grudnia 1981 r. Moczulski przebywal na wieziennej przepustce i nie zdecydowal sie na dzialalnosc konspiracyjna, lecz dobrowolnie wrocil do aresztu. W listach, ktore wypisywal w tym czasie do wladz “stanu wojennego” przedstawial namolne propopozycje kompromisu ze spoleczenstwem, ktore on - Moczulski moglby skutecznie reprezentowac dla spacyfikowania radykalnych nastrojow, grozacych “wybuchem”.

W drugiej polowie lat osiemdziesiatych, nie bez wplywu “pierestrojki imperium”. ktora realizowal Gorbaczow, rowniez we wladzach peerelowskiego namiestnictwa dojrzewala potrzeba przeprowadzenia starannie wyrezyserowanych “zmian”, ktore w istniejacym ukladzie sil spoleczno-politycznych nic istotnego nie zmieniaja. Byli do tego potrzebni licencjonowani opozycjonisci. Na pewno nie jest przypadkiem, ze w roku 1987 dwoch tego rodzaju “opozycjonistow” - Jacek Kuron i Leszek Moczulski opublikowalo teksty przygotowujace opinie publiczna do “ugody okraglego stolu”.

Kuron w tekscie “Krajobraz po bitwie” przekonywal, ze OPZZ, jako “neozwiazki bardziej sa podobne do Solidarnosci niz do CRZZ”, a Moczulski w “Krajobrazie przed bitwa” podkreslal, ze “w tym co pisze Kuron jest bardzo wiele trafnych spostrzezen i slusznych propozycji, a roznice wynikaja jedynie z odmiennego punktu obserwacji”.

Demaskujac obu w/w autorow napisalem wowczas broszure pt. “Krajobraz z pola bitwy”, wykazujac, ze ich defetyzm i umizgi do komunistycznych wladcow, nie maja zadnego uzasadnienia w realnym ukladzie sil miedzynarodowych, ze nie jestesmy ani “po bitwie”, ani “przed bitwa”, lecz w czasie jej trwania, z rosnacymi szansami na zwyciestwo.

KPN czerpala swoje sily z niepodleglosciowych tradycji, z pilsudczykowskich hasel, z legendy i z “wiatru historii”, ktory tworzyl sprzyjajaca dla polski koniunkture miedzynarodowa. Trzeba bylo naprawde b. duzo zlej woli, intryg oraz kretactwa “wodza”, aby wszystko to zmarnowac. Gdy okazalo sie, ze Rada Polityczna KPN, ktorej bylem czlonkiem, jest niereformowalna, moje wystapienie z konfederackich szeregow bylo tylko kwestia wyboru takiego momentu, ktory wykluczal zaszkodzenie nadrzednym interesom narodowym. Za moment taki uznalem wybory parlamentarne w pazdzierniku 1991 r. Odmowa kandydowania z listy KPN, w czasie gdy ta nie byla juz represjonowana, lecz znajdowala sie na “fali rosnacej popularnosci”, nie mogla byc traktowna jako zejscie z pola bitwy.

Szczyt swojej zdradzieckiej postawy zademonstrowal Moczulski w czasie obalania rzadu Jana Olszewskiego - w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r. (Od rzadu Jana Olszewskiego Moczulski domagal sie dla siebie teki Ministra Obrony Narodowej - przyp. Janusz J.).

Mimo tak oczywistego sprzeniewierzenia sie idealom i wartosciom, i zupelnego zniszczenia KPN, “wodz”, nadal probuje utrzymac sie w grze politycznej. Coraz czesciej jest to juz tylko zalosna blazenada, ale niebezpieczenstwa z tym zwiazane nie zostaly do konca przezwyciezone.

Z rozpolowionym obecnie na dwie czesci KPN, nadal sympatyzuje niewatpliwie jakas czesc uczciwych patriotow, a to uzasadnia wlaczenie tej formacji do AW “S”, ale sama postac Moczulskiego, jest ewidentnym obciazeniem lub wrecz zagrozeniem dla konsolidujacych sie sil PRAWICY.

Antoni Lenkiewicz

 

Poczatek strony


Bronislaw Geremek, przegrany guru

Szara eminencja UD, a pozniej UW, Bronislaw Geremek, od dawna jest popierany przez bardzo wplywowe lobby krajowe i zagraniczne. Pomimo tego kilkakrotnie poniosl fatalne fiasko w wysilkach o zdobycie upragnionych czolowych stanowisk w panstwie, zwlaszcza tak wymarzonej pozycji premiera RP. Zadecydowala o tym jego ogromna arogancja i swoisty dar zrazania innych politykow.

Urodzil sie 6 marca 1932 r. w rodzinie zydowskiej, tragicznie zdziesiatkowanej przez zbrodnie hitlerowskie. Piotr Baczek, powolujac sie na tekst Dawida Warszawskiego w "Jewish Chronicle" podal, ze Geremek pochodzil z rodziny lodzkich chasydow-Lewartowskich, a jego ojciec byl rabinem (P. Baczek: Profesor Geremek - stary gracz, "Gazeta Polska", 20 kwietnia 1995 r.).

Komunistyczny iluzjonista

Do PZPR Geremek wstapil w 1950 roku, a wiec w okresie najskrajniejszego stalinizmu. Po latach tlumaczyl to w telewizyjnej audycji 100 pytan (15 grudnia 1991 r.): (...) Wstapilem do PZPR z iluzji i wystapilem w 1968 r., gdy te iluzje stracilem (...). Ciekawe, jakimi iluzjami powodowal sie Geremek, wstepujac do PZPR w 1950 roku, okresie, gdy katowano tysiace Polakow i calkowicie zdeptano suwerennosc Polski, poddanej rzadom namiestnikow kremlowskiego Wielkiego Brata?! Rownie ciekawe jest to, ze Geremek musial czekac, az do 1968 roku na utracenie swych komunistycznych "iluzji". Skrajnie groteskowo i wrecz kompromitujaco dla jednego z najbardziej wplywowych politykow demokratycznej III RP brzmi wyjasnienie na temat przyczyn wstapienia do PZPR: (...) Wstapilem, bo uwazalem, ze istnieje zespol fundamentalnych wartosci, ktore mnie z ta partia wiaza (...). Sadzilem wtedy, ze komunizm jest mlodoscia swiata (...). (Cyt. za: Rok 1989. Bronislaw Geremek opowiada. Jacek Zakowski pyta, Warszawa 1990 r., s. 101-102). Komunizm - mlodoscia swiata - coz za wspaniale wyobrazenia o najbardziej zbrodniczej ideologii totalitarnej!

Rozwija ozywiona dzialalnosc w PZPR. Zostaje sekretarzem organizacji partyjnej w Instytucie Historii PAN i czlonkiem Komisji Rewizyjnej Komitetu Uczelnianego. Jak przypomnial profesor Ryszard Bender w liscie do red. Jozefy Hennelowej z "Tygodnika Powszechnego", wystosowanym 20 lutego 1991 r.: Bronislaw Geremek, bedac w partii, zanim "przejrzal", w Uniwersytecie Warszawskim i poza nim, pisal panegiryki o PRL i komunistycznym raju, wychwalal "chorazego pokoju" Józefa Wisarionowicza (...) (Cyt. za: "Gazeta Wyborcza", 7 marca 1991 r.).

Wiary w komunizm jako "mlodosc swiata" nie obalily w Geremku nawet takie fakty, jak krwawe zduszenie powstania robotnikow poznanskich, a potem powstania narodowego na Wegrzech. Gdy Zakowski zapytal Geremka czy Budapeszt 1956 r. nie obudzil w nim zadnych watpliwosci, Geremek odpowiedzial: (...) To nie byl dla mnie az taki wstrzas (...). I poznanski Czerwiec, i Budapeszt ogladalem w Paryzu, a tam wydawalo sie to bardzo odlegle (...). (Rok 1989, op.cit. s. 105). Przypomnijmy tu, ze w Europie Zachodniej na znak protestu przeciw brutalnemu zdlawieniu powstania wegierskiego wystapilo az 250 tysiecy osob z tamtejszych partii komunistycznych. Partia komunistyczna Francji stracila wowczas do 20 proc. czlonkow masy czlonkowskiej, ale dla Geremka wszystko to bylo "bardzo odlegle"! A moze po prostu dobrze czul sie w warunkach stworzonych przez rezim, szybko zyskujac wielkie mozliwosci kariery. Jako mlody, swiezo upieczony doktor nauk historycznych zostal w 1962 roku dyrektorem Osrodka Kultury Polskiej przy Uniwersytecie Paryskim, kierowanie ktorym wymagalo bardzo wysokiego stopnia zaufania partyjnego, wiazalo sie z ocenianiem "przydatnosci lub nieprzydatnosci" politycznej podwladnych. Pomimo faktu, ze byl dyrektorem tego osrodka przez cztery lata: 1962-1965 (por. rzeczpospolita", 9 listopada 1991 r.) prozno szukac informacji na ten temat w starannie zafalszowanym przez Geremka jego biogramie w Kto jest kim w Polsce (Warszawa 1993, s. 178). W biogramie starannie wyeksponowane zostaly za to informacje o roznego typu przesladowaniach Geremka w dobie PRL, m.in. utrudnieniach w wyjazdach za granice, zatrzymaniach na 48 godzin.

Nosze swiadomosc zydowska

Az do lat 70., a scisle do grudnia 1975 r., kiedy to Geremek podpisal bardzo umiarkowany skadinad tzw. list siedmiu do Gierka, nie ma sladow jakichkolwiek publicznych przejawow opozycyjnosci Geremka. Pozostaje w PZPR - nawet w pierwszych miesiacach moczarowskiej kampanii pomarcowej 1968 roku i prozno szukac nazwiska Geremka na kartach 477-stronicowej ksiazki Jerzego Eislera o wydarzeniach marcowych 1968. Nie zdobywa sie wowczas nawet na cien protestu, pomimo deklarowania wobec Zakowskiego po zapytaniu o swoje zydowskie korzenie: (...) Dla mnie, w mojej doroslej biografii, nigdy nie byl to problem, w tym sensie, ze ta sprawa wiaze sie z dziecinstwem, ktore zamknelem w sobie. Nie znaczy jednak, ze tej swiadomosci zydowskiej w sobie nie nosze. Nosze ja, ona pojawia sie wtedy, gdy wylania sie kwestia antysemityzmu, gdy staje wobec szowinizmu czy wrecz rasizmu (...). Geremek wystapil z PZPR dopiero w sierpniu 1968 r., po napasci na Czechoslowacje.

Przybywa do stoczni

24 sierpnia 1980 r., w dziesiatym dniu strajku stoczniowcow Gdanska, przybyl do nich do stoczni wraz z Tadeuszem Mazowieckim i innymi "ekspertami". Gdy odlatywali z Warszawy do Gdanska, odprowadzil ich do samolotu pulkownik MSW i powiedzial na pozegnanie: by lot panstwa byl w interesie tego kraju. Ten konflikt trzeba rozladowac, koniecznie rozladowac (cyt. za tekstem Wieslawy Kwiatkowskiej w ksiazce "Solidarnosc" i opozycja antykomunistyczna w Gdansku (1980-1989), Gdansk 1995, s. 54). Wraz z Mazowieckim probowal naklonic stoczniowcow do rezygnacji z postulatu niezaleznych zwiazkow zawodowych i poprzestania na demokratyzacji CRZZ. Na szczescie stoczniowcy nie posluchali tych rad "eksperckich".

Od stycznia 1981 r. byl przewodniczacym Rady Programowej Osrodka Spoleczno-Zawodowego "Solidarnosci". Odegral fatalna role przy opracowaniu tzw. porozumienia warszawskiego, konczacego strajk warszawski, doprowadzajac do pojscia na zbyt wielkie ustepstwa wobec rzadu. Wedlug Wieslawy Kwiatkowskiej (op. cit., s. 56): (...) Historycy sa zgodni, ze dokonano wtedy sprytnej manipulacji, ktora zdezorientowala zwiazkowcow. (...) Karol Modzelewski zlozyl dymisje z funkcji rzecznika prasowego zwiazku, gdyz nie moze byc rzecznikiem niedemokratycznie podejmowanych decyzji. Andrzej Gwiazda zlozyl rezygnacje z funkcji wiceprzewodniczacego "Solidarnosci" (...). W pazdzierniku 1981 r. Geremek, pomimo bardzo wielkich zabiegow, fatalnie przegral wybory na I Zjezdzie "Solidarnosci", nie wchodzac do 100-osobowej Komisji Krajowej tego zwiazku.

Oswiecony dworzanin Walesy

Po 13 grudnia 1981 r. byl internowany do 31 grudnia 1982 r. Ponownie aresztowano go w maju 1983 r., juz w lipcu zostal jednak zwolniony na mocy amnestii. W 1985 r. zostal zwolniony z pracy w Instytucie Historii PAN. Wlasnie wtedy jednak zaczyna sie bardzo wyrazny wzrost jego pozycji w "Solidarnosci", w sytuacji, gdy o awansie w niej nie decydowaly demokratyczne wybory, lecz wzglady Walesy. Umial o nie zabiegac. Pomimo ogromnej proznosci i przekonania o swej wyjatkowosci, przez cale lata staral sie maksymalnie pochlebiac Walesie, bez zenady pelnisc role entuzjastycznego dworaka. Przyznawal to nawet jeden z bardziej znanych dzialaczy Unii Wolnosci, Jan Rulewski, mowiac: (...) Oswieconym dworzaninem przez lata byl Geremek, ktory robil wszystko, by mit Walesy obrastal legenda (...) (por. rozmowa z J. Rulewskim w "My" T. Toranskiej, Warszawa 1994 r., s. 254).

Dogodny dla komuny

Szczegolnemu wzmocnieniu ulegla pozycja Geremka w drugiej polowie lat 80., gdy zarysowaly sie pierwsze mozliwosci dogadywan miedzy wladzami a lewicowa czescia opozycji. Geremek stawal sie dla kierownictwa PZPR tym dogodniejszym partnerem ewentualnych rozmow, ze przy roznych okazjach akcentowal gotowosc maksymalnego wyjscia naprzod w kierunku warunkow rozmow, stawianych przez partie. Szczegolnie daleko idaca oferta pod tym wzgledem byl wywiad Geremka w "Tygodniku Mazowsze" z 8 pazdziernika 1986 r., ktory Jan Skorzynski ocenia jako zasygnalizowanie gotowosci powaznych ustepstw ze strony zwiazku, nie wykluczajac odstepstw od literalnego ksztaltu ugody z 1980 r. (J. Skorzynski: Ugoda i rewolucja, wyd. "Rzeczpospolitej", Warszawa 1995, s. 24).

Szczegolnie glosny stal sie opublikowany w lutym 1988 r. przez Geremka wywiad w "Konfrontacjach", w ktorym wystapil z idea paktu antykryzysowego. Mialby on ustanowic nowe stosunki miedzy wladza a spoleczenstwem, doprowadzic do pluralizmu zwiazkowego i odstapienia od tego, co stanowilo wyjatkowosc wprowadzona 13 grudnia. W zamian za to, jednoznacznie zaproponowal przyjecie za punkt wyjscia istniejacego porzadku prawnego i uznanie kierowniczej roli partii komunistycznej oraz zaakceptowanie pewnego zakresu monopolu wladzy PZPR. Wyjasniajac - w odpowiedzi na pytanie publicysty "Konfrontacji", co przyznaje jako "niezbedny monopol wladzy" - prof. B. Geremek odpowiedzial: ...Polityka zagraniczna i obronna, sprawy bezpieczenstwa kraju oraz w pewnym zakresie system przedstawicielski. Zdaniem Jana Skorzynskiego (op.cit., s. 59-60) oferta Geremka szla najdalej ze wszystkich dotychczasowych w gotowosci do ustepstw. Przy tak ustepliwym podejsciu Geremka, trudno sie dziwic zadowoleniu wladz z faktu, ze to wlasnie on stal sie glownym "rozgrywajacym" przy "okraglym stole" ze strony "Solidarnosci". Jak wspominal Krzysztof Wyszkowski w wywiadzie dla paryskiej "Kultury" z lipca-sierpnia 1989 r.: (...) Najwazniejszy byl Geremek (...). Ci ludzie zmienili poglady, ale nie zmienili metod uprawiania polityki. Te, ktore stosuja, sa bolszewickie. Ten nastroj koalicji lewicy, kiedy Geremek oswiadcza, iz slowo "socjalizm" odzyska swoj blask. Wspolna wladzy i "opozycji stolowej" obawa przed zagrozeniem populistyczno-nacjonalistycznym, przed zdziczalym spoleczenstwem, ktore czyha tylko, by ten kraj rozwalic, byly oburzajace (...). Dosc przejrzec zdjecia zamieszczone w wywiadzie-rzece z gen. Czeslawem Kiszczakiem, aby zobaczyc do jakiego stopnia w Magdalence dochodzilo do fraternizacji biesiadnikow z obu stron "okraglego stolu". Wtedy jednak robiono wszystko, aby te fraternizacje starannie ukryc przed szerszym spoleczenstwem. Ujawnil to po latach kompan Geremka - Michnik, stwierdzajac, iz Geremek wydal wowczas instrukcje, zebysmy dramatyzowali przekaz (z obrad magdalenkowych - J.R.N.), zeby to wszystko nie wygladalo na przesadna zgode (Wedlug A. Michnik, J. Tischner, J. Zakowski: Miedzy Panem i Plebanem, Krakow 1995 r., s. 536). Tak kamuflowano prawde!

Wywalic prawice!

Po "okraglym stole" nastepowalo w przyspieszonym tempie dalsze blyskawiczne umacnianie pozycji Geremka w "Solidarnosci". Korzystajac z poparcia Walesy, wiosna 1989 roku Geremek przeforsowal koncepcje, aby platforme wyborcza "Solidarnosci" zawezic do srodowisk lewicy laickiej i srodowisk KIK-u, zdominowanych przez katolewice, zostawiajac na uboczu rozne prawicowe ugrupowania polityczne.

Geremek stal sie osoba decydujaca przy ustalaniu skladu wyborczej "druzyny Walesy". Starannie zadbac przy tym, aby poza osobami ze srodowisk KOR-owskich i innych kregow lewicy laickiej oraz katolewicy bylo jak najmniej osob doswiadczonych politycznie, a wiec niezbyt podatnych na odgorne reczne sterowanie. Za to tym chetniej dobierano roznych politycznych dyletantow, aktorow w stylu Andrzeja Szczepkowskiego etc.

Wystrychniety na dudka

Po zwyciestwie wyborczym "S" w czerwcu 1989 r. Geremek zostal wybrany jako przewodniczacy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Czul sie u szczytu powodzenia i w tej euforii wyraznie przecenil swe mozliwosci manipulowania Walesa. Okazalo sie to jego najpowazniejszym bledem. Slynny emigracyjny publicysta Gustaw Herling-Grudzinski mowil, wspominajac swe spotkanie z Geremkiem w Rzymie w 1989 r., iz liczyl on (podobnie jak Michnik), ze bedzie robociarza Walese ciagnal za sznurki, jak marionetke (Por. rozmowe J. Palasinskiego z G. Herlingiem-Grudzinskim, "Wprost", 18 maja 1997 r.). W lipcu 1989 r. okazalo sie jednak, ze to Walesa wystrychnal Geremka na dudka. Caly czas sprawial wrazenie, glownie w rozmowach z Michnikiem, ze chce kreowac wlasnie Geremka na premiera "naszego rzadu" solidarnosciowego. Zupelnie uspil tym jego czujnosc i wprowadzil w stan euforycznego nadecia. Geremek byl juz bezapelacyjnie pewny, ze wkrotce stanie na czele rzadu opartego na koalicji "Solidarnosci" z tzw. reformatorami z PZPR. Co wiecej - jak to ujawnil w 1990 r. Jaroslaw Kaczynski w wywiadzie dla londynskiego "Tygodnika Polskiego" - w lipcu 1989 r. Geremek pojechal nawet wraz z Michnikiem specjalnie do Rzymu po to, aby uzyskac od Jana Pawla II papieskie blogoslawienstwo dla sojuszu z PZPR. Jak stwierdzil Kaczynski: (...) Papiez przyjal ich bardzo chlodno, na krotko, w czasie jakiejs przerwy w trakcie swoich zajec, bylo wiec wiadomo, ze ich misja nie powiodla sie (...). Sprawe ostatecznie pogrzebalo wystapienie Walesy na rzecz koalicji "Solidarnosci" z ZLS i SD, i zreczne przeforsowanie Tadeusza Mazowieckiego, a nie Geremka, na szefa tzw. naszego rzadu.

Czujac sie oszukany przez Walese, nie majac wyboru, tym bardziej popieral w owczesnej sytuacji rzad Mazowieckiego, gwaltownie wystepujac przeciw wysuwanym przez skupiona wokol Kaczynskiego czesc "Solidarnosci" idee "przyspieszenia". Bez zenady glosil nowa swoista odmiane "propagandy sukcesu", zapewniajac np. w wywiadzie dla szczecinskiej "Jednosci" z 30 sierpnia 1990 r.: (...) Sadze, iz Polska nadal przoduje w zmianach we wszystkich dziedzinach zycia. Przede wszystkim w sposob najglebszy i najbardziej jednoznaczny odeszla raz na zawsze od systemu komunistycznego i od starego systemu rzadzenia (...) (!!!).

Jakze groteskowo brzmia te zapewnienia Geremka, gdy czytamy je z dzisiejszej perspektywy i gdy pamietamy, ze rzekomo przodujaca we wszystkich dziedzinach zycia Polska, jako ostatnia zdobyla sie na wolne wybory, nigdy nie przeprowadzila reprywatyzacji, lustracji i dekomunizacji, skrajnie opoznila sie z prywatyzacja, reformami samorzadowymi, reorganizacja ubezpieczen, restrukturyzacja przemyslu, a zwlaszcza gornictwa, zreformowaniem bankowosci. Nie mowiac o skrajnym opoznieniu zmian dla odsuniecia starej nomenklatury, poczawszy od telewizji, po wojsko i MSW (gen. Kiszczak odszedl wszak z szefostwa MSW dopiero w lipcu 1990 r., na miesiac przed cytowanym panegirycznym wywiadem Geremka).

Po klesce wyborczej Mazowieckiego, Geremek umocnil sie w pozycji szarej eminencji Unii Demokratycznej. Ciagle nie byl jednak usatysfakcjonowany pelnionymi funkcjami - przewodnictwem klubu Unii Demokratycznej i sejmowej komisji spraw zagranicznych. Wprost zzerala go od wewnatrz niezaspokojona ambicja zostania premierem. Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w pazdzierniku 1991 r. zapytany na spotkaniu w Kielcach, czy bylby gotow objac wazne stanowisko panstwowe, np. zostac premierem lub wejsc do rzadu, odpowiedzial: (...) Tak, jestem gotow, natomiast chcialbym, aby bylo jasne, ze nie jest to problem decyzji indywidualnej, tylko problem ugrupowania politycznego, z ktorym jestem zwiazany (...) (cyt. za tekstem T. Roguskiego w "Rzeczpospolitej" z 9 listopada 1991 r.). Walesa postanowil wykorzystac ten geremkowski nienasycony glod premierostwa i odpowiednio podpuscil go w swoim celu. 8 listopada 1991 r. powierzyl Geremkowi misje tworzenia rzadu, faktycznie pragnac poprzez straszenie Geremkiem oczyscic przedpole dla swego ulubionego, bo wielce sluzalczego kandydata - dotychczasowego premiera J.K. Bieleckiego.

Jaroslaw Kaczynski wspominal w rozmowie z Teresa Toranska: (...) Geremek straszliwie chcial byc premierem (...) mnie go bylo zal. Zal, ze tak bardzo chce byc premierem i zal, iz wierzy, absolutnie irracjonalnie wierzy, ze nim zostanie. On, wedlug mnie, wcale nie jest dobrym politykiem, bo gdyby byl - nie mowie wielkim, ale tylko niezlym - to nie mial prawa tak przegrac. Przeciez on mial piekielne karty w rekach w 1989 r., w 1990 r. (...) (cyt. za: T. Toranska, "My", Warszawa 1994, s. 143). Geremek przezyl niebywale upokorzenie kilkudniowych bezowocnych rozmow z przedstawicielami roznych sil politycznych, by przekonac sie, jak bardzo jest nielubiany i niechciany jako potencjalny premier. Jeszcze w ponad pol roku po fiasku swej misji po faryzejsku probowal ukryc swe niezaspokojone ambicje, nagle twierdzac: (...) Nie chcialbym wejsc do rzadu i zapewniajac, ze odpowiada mu sytuacja, ze nawet nie byl ministrem (por. wywiad z Geremkiem w "Nowej Europie" z 19-20 czerwca 1992 r.). Mowil to czlowiek, ktory jeszcze w pazdzierniku 1991 r. tak ochoczo akcentowal chec wejscia do rzadu, a pozniej bardzo ciezko przezyl krach swej misji premierowskiej. Wina za fiasko publicznie obciazyl innych politykow, oskarzajac ich o wynoszenie interesu partyjnego ponad wspolny interes panstwa. Bo nie dali mu byc premierem! (por. uwagi
L. Dymarskiego: Misja, "Tygodnik Solidarnosc", 22 listopada 1991 r.).

Dlaczego przegrywal?

Dla kosmopolitycznej "elitki" z "warszawki" i "krakowka" nie ma w Polsce wiekszego polityka nad
Geremka. Juz w 1990 roku w skrajnie lewicowym "Po prostu" Andrzej Rosner, "raczkujacy europejczyk" (tak sam sie przedstawial, napisal prawdziwy pean na czesc Geremka, jako najlepszego kandydata do prezydentury. Dochodza do tego niebywale rozwiniete powiazania z roznymi kregami na Zachodzie. Geremek uwazany jest dzis za kluczowa w Polsce postac w kontaktach z czolowymi zagranicznymi lobby kosmopolitycznymi i globalistycznymi, poczawszy od oslawionego George'a Sorosa. Pelnil funkcje prezesa klubu Europa, stanowiacego integralna czesc sponsorowanej przez Sorosa Fundacji im. Stefana Batorego, jest tez szczegolnie wplywowym czlonkiem Rady tej Fundacji. Czestokroc naglasnial rozne inicjatywy Sorosa. Niejednokrotnie wystepowal tez na forum roznych miedzynarodowych instytucji globalistycznych typu zalozonej w 1973 roku przez Dawida Rockefellera amerykanskiej Konferencji Trojstronnej (The Trilateral Commission).

Fetujacy Geremka "europejczycy" z kraju i z zagranicy nie moga nijak zrozumiec, jak taki "umysl" mogl przegrac w staraniach o premierostwo, ktore ich zdaniem, mu sie po prostu nalezy i juz. I szukaja od razu "najprostszych" tlumaczen, wine za pomijanie "wielkiego" Geremka zrzucajac na polska ksenofobie i "antysemityzm". Otwarcie popisal sie taka teza Jerzy Turowicz, gloszac na lamach "Gazety Wyborczej" z 1- 2 lipca 1995 r., iz Geremek nie ma szans na zostanie premierem lub prezydentem z powodu jego zydowskiego pochodzenia. Amatorzy tego typu "prostych" wyja nien dziwnie nie zwracaja uwagi na pewne osobowosciowe cechy Geremka, ktore sprawiaja, ze ten lewicowy guru jest sam najwiekszym wrogiem swej kariery politycznej.

Wiele osob nie chcialo sie pogodzic ze skrajnie subiektywnym sposobem traktowania ludzi przez Geremka. Z tym, co kiedys tak szczerze przyznal Kuron w rozmowie z Kaczynskim: (...) Ty sie nie dziw, ze Geremek jest czesto przeciwko roznym przedsiewzieciom. On je ocenia w zaleznosci od tego, czy sam w tym uczestniczy i odgrywa czolowa role, czy nie. Jesli nie odgrywa, to jest zle, jesli odgrywa, dobre. No, kazdy ma w sobie troche tego rodzaju tendencji, ja oczywiscie tez, ale jednak jestem w stanie powiedziec o czyms cos dobrego, mimo ze w tym nie uczestnicze, a Geremek nie (cyt. za: J. Kaczynski: Czas na zmiany, Warszawa 1993, s. 35). Jaroslaw Kaczynski mowil o Geremku, ze potrafil niejednokrotnie zrazac ludzi bez powodu, przy potwornej ambicji i niesamowitym poczuciu wyzszosci ma przekonanie, ze inni ludzie powinni dla niego pracowac, ze ta ich praca mu sie nalezy. Zupelnie nie rozumial, ze ludzie maja wlasne ambicje i wlasne cele.

Interesujace opinie o Geremku zebrala dziennikarka postkomunistycznej "Polityki" Janina Paradowska. Jeden z jej rozmowcow mowil na przyklad, ze Geremek: (...) ma dar stwarzania konfliktow. Typ arystokraty. Nie slucha ludzi, jezeli z gory zalozyl, ze nie maja mu nic do powiedzenia. Moim zdaniem, jest to jego dramat i dramat wielu politykow z jego obozu (...). Inny rozmowca Paradowskiej, skadinad admirator Geremka i jeden z jego bliskich wspolpracowników przyznawal: (...) Ma jednak wady, ktore wspolprace z nim czynia trudna. Nieslusznie sprawia wrazenie, ze manipuluje. Bierze sie to stad, ze w swych poczynaniach za malo uwzglednia tzw. czynnik ludzki. Uwaza np., ze jezeli jakas sprawa nie stanowi przeslanki do podjecia konkretnej decyzji, nie warto o niej informowac innych. Przekazuje tylko to, co niezbedne. Tym samym buduje wlasna pozycje, ograniczajac innym dostep do informacji (...).

Sam Geremek przyznawal (Rok 1989, op.cit., s. 323), ze w czasie, gdy kierowal Obywatelskim Klubem Parlamentarnym: mielismy ustawiczny bunt sali przeciw kierownictwu Klubu, ktore podejrzewano o stronniczosc. Nie widzi w tym jednak zadnej swojej winy, a tylko to, ze w Klubie byla znaczna grupa powodowana ambicjami i na kazda sytuacje - nie realizujaca tych ambicji - reagujaca frustracja (tamze, s. 319). A wiec zawsze winnymi byli inni!

Geremek klamliwy

Jest prawdziwym mistrzem klamstwa i dezinformacji. Gdyby byl sredniowiecznym wladca na pewno
przeszedlby do historii z przydomkiem "Klamliwy". Warto przypomniec kilka bardzo charakterystycznych przykladow zafalszowywania wlasnej roli przez Geremka w przeprowadzonym z nim wywiadzie-rzece Geremek opowiada. Zakowski pyta. Rok 1989 (Warszawa 1990 r.). Publikacja ta moglaby miec z powodzeniem podtytul: "Ksiazka zafalszowan i przemilczen". Porownajmy, jak Geremek przedstawia w tym wywiadzie-rzece swoje rzekome poglady z przeszlosci (nazwijmy je Geremkowska Fikcja) i tak, jak one wygladaly w rzeczywistosci.

(Prawda o Geremku)

- Geremkowska Fikcja - s. 302 wywiadu-rzeki (z okresu drugiej polowy 1989 r.): (...) Z mojego punktu widzenia obumieranie Partii bylo scenariuszem najlepszym (...).

- Prawda o Geremku - W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 28-29 pazdziernika 1989 r. Geremek powiedzial: (...) Bez wzgledu na to w jakiej sytuacji znajdzie sie Partia, "Solidarnosc" jest zainteresowana tym, by PZPR nie zniknela z areny politycznej (...).

- Geremkowska Fikcja. Na s. 236 wywiadu Geremek zaprzecza twierdzeniom o planach koalicyjnych rozmow z PZPR: nie slyszalem, zeby ktokolwiek z moich przyjaciol rozwazal taka mozliwosc (...).

- Prawda o Geremku - W cytowanym juz wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 28-29 pazdziernika 1989 r. Geremek powiedzial, ze nie wyklucza w przyszlosci sojuszu z reformatorskim skrzydlem PZPR. Co sie zas tyczy przyjaciol politycznych B. Geremka, to przytocze chocby opinie Jacka Kuronia z "Polityki" (nr z 39 lipca 1989 r.): (...) Nastawiajac sie na radykalne przemiany, stawiamy na wspolprace z proreformatorskim skrzydlem PZPR, bez tej partii inni uczestnicy koalicji nie maja praktycznego znaczenia (...). Dodajmy, ze "Tygodnik Solidarnosc Rolników" z 17 wrzesnia 1989 roku przytoczyl znamienna wypowiedz Z. Bujaka, pupila Geremka i Michnika, na posiedzeniu KW NSZZ "Solidarnosc". Bujak, wowczas szef RKW Mazowsze, wystapil z bardzo ostra krytyka decyzji Walesy o stworzeniu koalicji z ZSL i SD. I ujawnil, ze opozycyjna lewica byla bliska zrealizowania konkurencyjnego projektu rzadowej koalicji z obozem "reformatorskim" w PZPR.

Warto przypomniec równiez sposob, w jaki Geremek, broniac pozycji starej PZPR-owskiej nomenklatury skomentowal w wywiadzie dla "Tygodnika Kulturalnego" z 28 pazdziernika 1989 r. fakt piastowania ogromnej czesci, bo prawie miliona stanowisk kierowniczych przez ludzi z PZPR. Odpowiadajac na pytanie redaktorki z "Tygodnika Kulturalnego", czy te stanowiska maja nadal pozostac w rekach PZPR? - Geremek stwierdzil: (...) Czystek nie powinno byc, bo jest to praktyka starego systemu, natomiast musi byc stosowane kryterium kompetencji. Sadze, ze w ramach tego miliona stanowisk ogromna czesc (podkreslenie - J.R.N.) stanowia ludzie kompetentni, ktorzy potrafia dzialac skutecznie, a reszta - musi przestac sprawowac swoje funkcje... Rzeczywiscie, ogromna czesc tych ludzi dzialala nader skutecznie (vide katastrofa gospodarcza, w jakiej znajdowala sie wowczas Polska).

Mistrz mimikry

Geremek nalezy niewatpliwie do godnych nastepcow wielkich faryzeuszy w historii. Wprost znakomicie wyspecjalizowal sie w maskowaniu pogladow i mimikrze. Dobrotliwe miny, pelne kaznodziejskiego namaszczenia i "zatroskania" o rodakow, glos ukrywa niemale stezenie jadu, z jakim czai sie na swych oponentow. Na ogol umie bardzo dobrze ukrywac te swoje mniej nobliwe uczucia. Z rzadka tylko zawodzily go nerwy, tak jak w telewizyjnych "Interpelacjach" czy na konferencji komitetow obywatelskich w styczniu 1990 r. Warto tu przypomniec owczesny, dosc niefortunny dla Geremka epizod, notabene opisany przez jego wielbiciela - Jaroslawa Kurskiego z "Gazety Wyborczej": (...) W bezposrednim starciu z Kaczynskim profesora troche zawiodly nerwy. Przewodniczyl spotkaniu, pelnil wiec funkcje porzadkowe. Mowcom nie limitowano czasu, ale obowiazkiem profesora bylo konczyc przewlekajece sie wypowiedzi uderzeniem lyzeczki w szklanke. Kaczynski nie zdazyl jeszcze dobrze zaczaæ, gdy juz rozlegl sie brzek. Czesc sali zareagowala smiechem (...) (J. Kurski: Wodz, Warszawa 1991, s. 50).

Dzialal zawsze skrajnie instrumentalnie. Najchetniej wykorzystywal jako narzedzie trzeciorzednych politykow, pozbawionych jakichkolwiek szerszych wlasnych koncepcji. Stawali sie oni tym dogodniejszymi instrumentami w grze Geremka, pomimo ze zdawal sobie dobrze sprawe z ich malej wartosci czy wlasnie dlatego. Przykladowo, bardzo skutecznie wykorzystywal dla swych celow w parlamencie, a pozniej w Unii Wolnosci, grupe gdanskich liberalow na czele z Bieleckim, Tuskiem i Lewandowskim, mimo ze w swoim czasie byl autorem jednej z najzlosliwszych opinii na ich temat: (...) Zwolennicy przyspieszenia zapowiedzieli radykalne przewietrzenie Warszawy, tymczasem przewietrzyl sie raczej Gdansk (...) (cyt. za: T. Toranska w rozmowie z J.K. Bieleckim, "My", Warszawa 1994, s. 37).

Ukryty marksista

Wystepujac przed szersza opinia w Polsce, Geremek po 1989 roku zawsze starannie staral sie ukrywac swe przywiazanie do idei socjalistycznych i marksistowskich. Raz doszlo do wrecz groteskowej sytuacji w telewizyjnych "Interpelacjach", gdy Czeslaw Bielecki dlugi czas na prozno probowal zmusic Geremka do puszczenia pary, czy jest za ustrojem socjalistycznym, czy kapitalistycznym. Profesor jak mogl wymigiwal sie od jasnej odpowiedzi, kluczyl, kluczyl, mowil o stosunku do demokracji parlamentarnej, wladzy wykonawczej, na jakikolwiek temat, byle tylko nie trzeba bylo sie opowiedziec. A Bielecki dalej z uporem powtarzal to samo pytanie za kazdym razem, gdy Geremek uchylal sie od odpowiedzi. Az prowadzacy audycje zmienil temat.

Duzo bardziej wylewny jest za to Geremek na Zachodzie, gdy moze przedstawiac swoje prawdzie "ja" bez obawy zdekonspirowania sie przed polska opinia publiczna. Oto np. w tekscie cytowanym przez "World Press Review" w kwietniu 1994 r. (s. 51-52), Geremek zapewnial, ze upadek marksizmu, jako doktryny politycznej nie oznacza porazki marksistowskiej inspiracji i twierdzil: Jest paradoksem, ze analiza marksistowska zniszczyla komunizm (por. szerzej M.J. Chodakiewicz: Ciemnogrod? O prawicy i lewicy, Warszawa 1996 r., s. 260-261).

Dwulicowosc wobec Kosciola

Geremkowska obluda i dwulicowosc szczegolnie wyraznie odzwierciedlaja sie w jego stosunku do Koscola katolickiego. W swoim czasie jako zaangazowany marksista-leninista Geremek wchodzil w sklad redakcji pisma ateistow i wolnomyslicieli "Argumenty". Fakt ten, "dziwnie" przemilczany w swym biogramie dla Kto jest kim w Polsce przez Geremka, przypomnial Michnik w Miedzy Panem i Plebanem (op.cit., s. 34). Pozniej ten sam Geremek, kiedy zalezalo mu na obronie i pomocy ze strony Kosciola, okazywal wobec niego bezgraniczna atencje. Jak to przyznawal najwiekszy admirator Geremka Michnik: (...) Nawet moj przyjaciel Bronek Geremek spedzil pare lat jakby na kolanach. Nie mozna bylo wyciagnac z niego jednego krytycznego slowa na temat czegokolwiek w polskim Kosciele (...) (Miedzy Panem..., op.cit., s. 492).

16 listopada 1983 r. Geremek akcentowal w wywiadzie dla dziennika "La Croix": (...) Mowie jako historyk: jest to najwieksza epoka Kosciola katolickiego. Jest ona mocna w pelnym tego slowa znaczeniu. Kosciol utozsamia sie i jest utozsamiany z calym Narodem. Te ostatnie trzy lata wykazaly nieslychane mozliwosci Kosciola (...). 10 lat pozniej ten sam Geremek, gdy juz nie potrzebowal oslony Kosciola katolickiego, wystapil z jego ostra krytyka w programie Arte w telewizji francuskiej (9 kwietnia 1993). Teraz nagle oskarzal Kosciol o to, ze miesza sie do polityki, gdyz broni zycia nienarodzonych. Zarzucal tez Kosciolowi, ze dziala szkodliwie, bo pewne kategorie ludzi wyklucza poza nawias (wyjasnil, ze chodzilo mu o Laski pod Warszawa, gdzie katolicy sprzeciwili sie stworzeniu domu dla chorych na AIDS). Polemizujac z tymi stwierdzeniami Geremka ks. Kiedrowski zarzucil mu, ze przemilczal fakt, ze pod opieka Kosciola znajduje sie dom dla chorych na AIDS pod Warszawa, i to, ze "nie zauwazyl" zdjecia, ktore obieglo swiat caly: Papieza tulacego dziecko zarazone ta choroba (por. "Glos Katolicki", Paryz, 4-11 lipca 1993 r.).

Dzisiaj Geremek duzo chetniej krytykuje Kosciol katolicki za granica, gdy jest przekonany, ze nie wywola to reakcji przeciwko niemu, i moze pójsc bezkarnie "na calosc". I tak na przyklad w wypowiedzi dla irlandzkiej dziennikarki Jacqueline Hayden, autorki ksiazki Poles Apart, Solidarity and the New Poland Geremek stwierdzil miedzy innymi: (...) Sadze, ze Kosciol wpadl w triumfalizm i posuwa sie za daleko w zadaniach (...). Kobiety sa przerazone sytuacja w kwestii aborcji. Obecnie panuje w polskich szpitalach terror w tym wzgledzie i kobiety wedruja na Ukraine lub do podobnych miejsc w celu aborcji (...). Byc moze konkordat jest bledem. Zostal zawarty w czasie kampanii wyborczej. Nie rozumiem dlaczego (...). Nieporozumienie w sprawie konkordatu wplynelo na wynik wyborow i to byl nasz blad (...) (cyt. za: "Niedziela", 9 czerwca
1995 r.).

Szczegolnie znamienna byla ta geremkowska krytyka konkordatu z Kosciolem na uzytek zagranicznej dziennikarki. W sytuacji, gdy ten sam Geremek na uzytek opinii publicznej w Kraju przedstawial sie jako zdecydowany zwolennik konkordatu i parokrotnie w wystapieniach sejmowych (1 lipca 1994 r. i 16 lutego 1995 r.) krytykowal wiekszosc poslow Sejmu za opoznianie ratyfikacji konkordatu, pietnujac to jako szkodliwe dla polskiej racji stanu.

Ktore z wypowiedzi Geremka wyrazaly jego prawdziwe intencje: za konkordatem czy przeciw niemu?

Dekomunizacja, to "totalitaryzm"

Juz w sejmie kontraktowym "odpowiednio" sterowany przez Geremka parlamentarny klub Unii Demokratycznej czesto glosowal w identyczny sposob, jak postkomunisci. Polemizujac z uwagami na ten temat, Geremek powiedzial w telewizyjnych "Wiadomosciach" z 19 lipca 1991 r., iz nieprawda jest jakoby Unia Demokratyczna glosowala, tak jak komunisci. Natomiast problemem Unii jest fakt, iz komunisci glosuja tak, jak Unia (cyt. za "Tygodnikiem Solidarnosc" z 19 lipca 1991 r.). Prawdziwie lustrzanym odbiciem wzajemnych podobienstw byly wypowiedzi Geremka i Kwasniewskiego zarliwie pietnujace dekomunizacje na lamach czasopisma "Paragraf" z 28 sierpnia 1992 r.

Obaj byli towarzysze ostrzegali, ze uchwalenie ustaw dekomunizacyjnych spotka sie z zaskarzeniem do Trybunalu Konstytucyjnego i odpowiednich instytucji miedzynarodowych. Atakujac pomysl dekomunizacji, Geremek akcentowal z wielka werwa: Nie dajmy sie porwac nienawisci i glupocie. I ostrzegal przed kampania polowan na czarownice, gwalcaca zasady panstwa prawnego. Prawdziwie z grubej rury wystrzelil w wywiadzie dla postkomunistycznej "Polityki" z 24 kwietnia 1993 r., alarmujac: (...) Polityka dekomunizacji, co potwierdzaja takze doswiadczenia innych panstw naszego regionu, powoduje krzywde ludzka, rozrost fanatyzmu, irracjonalnosc zachowan politycznych, spirale zemsty i nienawisci, powstaje wiec sytuacja, w ktorej pierwszy lepszy moze siegnac po wladze. Pod haslem zwalczania komunistycznej przeszlosci moze byc zniszczone wszystko, co osiagnelismy w przebudowie panstwa. Za monete, o nazwie dekomunizacja, nie mozna kupic niczego wartosciowego. Dlatego jestem przeciw takiej transakcji (...).

Wczesniej w "Gazecie Wyborczej" z 24 pazdziernika 1991 r. twierdzil: (...) Obawiam sie i u nas takiego porzadku dekomunizacyjnego, ktory prowadzilby do porzadku totalitarnego (...). I z cala dezynwoltura glosil, ze w Czechoslowacji problemy tworzy sprawa tzw. dekomunizacji. Dzis nie ulega watpliwosci, ze wlasnie ustawa o dekomunizacji w Czechoslowacji ogromnie oslabila tamtejszych postkomunistow, zwlaszcza dzieki postanowieniu uniemozliwiajacemu kandydowanie do parlamentu i zajmowanie znaczacych stanowisk przez bylych funkcjonariuszy partyjnych, od sekretarzy powiatowych wzwyz. Dzieki niej na wiele lat odsunieto na bok czeskich Kwasniewskich, Millerow, Oleksych. U nas ich szansa powrotu do wladzy postala w duzej mierze dzieki wytrwalym sprzeciwom Geremka et consortes przeciw dekomunizacji.

Precz z lustracja

W parze z wrogoscia do dekomunizacji szla u Geremka wyrazna, nieukrywana niechec do lustracji. Wszystkich zaskoczyl skrajnie emocjonalna nerwowa reakcja na pierwsze publiczne podjecie tej sprawy przez prezesa PSL Romana Bartoszcze. W wystapieniu 7 kwietnia 1990 r. Bartoszcze ostrzegl, ze niszczenie komunistycznych archiwow ma na celu zatarcie dowodow, kto poprzednio wspolpracowal z bezpieka. I wtedy - jak wspominal Bartoszcze - Geremek zerwal sie z miejsca, poczerwienial na twarzy, krzyczal cos, co trudno bylo zrozumiec. Zupelnie nie ten zrownowazony Geremek (por. P. Baczek, op.cit.). W odniesieniu do samego Geremka w kontekscie lustracji Piotr Baczek przypomnial, powolujac sie na "Gazete Polska" z czerwca 1993 r., ze minister Macierewicz, na kilka godzin przed przekazaniem swojej listy Konwentowi Seniorow, wykreslil z niej nazwisko Geremka.

Pakt centrolewicowy

Mijaly lata, a Geremek konsekwentnie zywil nadzieje na dojscie do realizacji jego cichego, ulubionego planu na powstanie "centrolewicowego paktu" miedzy Unia Demokratyczna a postkomunistycznymi "reformatorami" z SLD. Z nim, oczywiscie, jako premierem tego typu rzadu koalicyjnego. Jeszcze 27 marca 1993 r., na dwa miesiace przed obaleniem rzadu Suchockiej w sejmowym glosowaniu i rozwiazaniem parlamentu, Geremek publicznie oswiadczyl, ze widzi mozliwosci madrego kontraktu z rozsadna czescia SLD, ktora poprze reformy. Pazdziernikowe wybory 1993 r. kolejny raz zniweczyly nadzieje Geremka. UD uzyskala zbyt slabe wyniki w porownaniu z postkomunistami, aby moc wejsc w koalicje z nimi jako naprawde liczacy sie partner. Postkomunisci na otarcie lez zostawili Geremkowi jednak przewodnictwo sejmowej komisji spraw zagranicznych. Kwasniewski zarzadzil w swoim klubie dyscypline przy glosowaniu w sprawie szefostwa komisji dla Geremka. Gdy poslowie SLD zapytali go: Czy warto umierac za Geremka, Kwasniewski odpowiedzial: Warto (por. "Gazeta Wyborcza" z 22 pazdziernika 1993 r.). Przepchanie Geremka w Sejmie nie bylo latwe, bo PSL-owcy grozili, ze poparcie dla jego kandydatury wywola kryzys w koalicji. Na pierwsza wiesc o mozliwosci utraty szefostwa wplywowej komisji, Geremek doslownie "wyszedl z nerw" i zwolal konferencje prasowa, na ktorej zarzucil PSL-owi zerwanie miedzyklubowych ustalen i zachlannosc (!).

Pseudospecjalista od wszystkiego

Reklamowany w "rozowych" mediach jako niezwykly umysl, najwiekszy z geniuszy politycznych, Geremek pokazal przez 8 lat przemian, jak wiele mozna calkowicie spartolic. Okazalo sie to dlan tym latwiejsze, ze bedac specjalista od bardzo waskiej specjalnosci - z historii sredniowiecza - gorliwie pchal sie na kluczowe stanowiska wymagajace gruntownej znajomosci przeroznych dziedzin od prawa po polityke miedzynarodowa. I bez wahania podejmowal szkodliwe dla Polski decyzje w najroznorodniejszych waznych sferach. Szczegolnie wiele szkod przynioslo sprawowane przez niego od lat
kierownictwo komisji spraw zagranicznych Sejmu. Odpowiada bezposrednio za bardzo wiele fatalnych nominacji ambasadorskich, realizowanych wedlug specjalnego klucza preferujacego roznych dyletantow, ale za to "Krolikow i Znajomych Krolika". Odpowiada za fatalne w skutkach usypianie polskiej opinii publicznej na temat rzekomego idyllicznego wrecz stanu polskiego bezpieczenstwa w sytuacji miedzynarodowej. Zdumiewal wprost pewnoscia, z jaka oswiadczal w wywiadzie dla "Wprost" z 9 stycznia 1994 r.: (...) Obecnie nie sadze, by Polska w razie zagrozenia zewnetrznego mogla pozostac samotna. Juz teraz istnieje taki uklad miedzynarodowy, w ktorym agresja przeciwko Polsce sprawilaby, ze sojusznicy przyszliby nam z pomoca (...).

Nawet tak wyrozumialy dla "europejczykow" z udecji redaktor naczelny paryskiej "Kultury", Jerzy Giedroyc, nie ukrywa swej bardzo negatywnej oceny roli Geremka jako przewodniczacego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Giedroyc powiedzial wprost o profesorze Geremku, iz jego wplyw na polityke zagraniczna Polski i obsady personalne okazal sie fatalny (por. Zmiana warty, czyli jak to sie stalo, Warszawa 1995 r., s. 82).

Przypomnijmy malo chlubne dla Geremka przewodnictwo komisji konstytucyjnej Sejmu w latach 1989-1991 (nieprzypadkowo swiadomie pominal wspomnienie o tym przewodnictwie w zafalszowanym biogramie w Kto jest kim w Polsce). Jako przewodniczacy tej komisji, Geremek byl bowiem najbardziej odpowiedzialny za skrajne opoznienia w przygotowaniu ordynacji wyborczej i pierwszych wolnych wyborow, a takze w opoznianiu przygotowania nowej demokratycznej konstytucji.

Fatalne skutki dla Polski przynioslo wykorzystanie przez Geremka swej czolowej pozycji w OKP dla przeforsowania planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza. Bylo to prawdziwie nieszczesnym paradoksem naszej sytuacji, ze historyk sredniowiecza zadecydowal o przeforsowaniu w Polsce tak waznego planu gospodarczego bez przedyskutowania jakiejkolwiek alternatywy. Zrobil to czlowiek, ktorego "poglebiona" wiedza o gospodarce ograniczala sie glownie do swietnej znajomosci dochodow francuskich kurtyzan w wieku XIII czy XIV.

Nie wiadomo, jak potocza sie dalsze losy Geremka, przegranego wielkiego guru lewicy. Juz dzis wiadomo jednak, ze przejdzie do historii jako swego rodzaju prymus w szkole politycznego zalgania i hipokryzji.

Jerzy Robert NOWAK

Poczatek strony


 

Andrzej Szczypiorski

Jest to typ o wyjatkowej przewrotnosci, kierujacy sie i kreowany na wielki i wielce zasluzony autorytet antykomunistycznej opozycji.

Urodzil sie 3 lutego 1924 r. w Warszawie. Chetnie podkresla, ze bral udzial w powstaniu warszawskim, ale przemilcza ten "drobny szczegol", ze nie byl bynajmniej zolnierzem tych formacji, ktore dzialaly w ramach Polskiego Panstwa podziemnego, lecz AL czyli sowieckiej agentury.

Pozniej, przez wiele dzisiecioleci PRL Szczypiorski, jako sluzebny wobec sowieckiego w Polsce panowania dziennikarz i pisarz, szkalowal i oczernial Powstanie Warszawskie. Wszystko, co wypisywal do konca lat siedemdziesiatych, sluzylo komunistycznemu totalitaryzmowi.

A czas Solidarnosci? Internowanie i represje stanu wojennego, ktore nie ominely przeciez Szczypiorskiego? Dla wielu bylo i jest to nadal mylace, ale nie dajmy sie zawiesc pozorom. Szczypiorski nie byl bynajmniej Szawlem, ktory "spadl z konia" i zmienil sie w swietego Pawla. Mozna sie o tym przekonac nie na podstawie opinii jego przeciwnikow poltycznych, lecz jego wlasnych wspomnien i faktow. Otoz juz w lutym 1982 r., Szczypiorski otrzymal przepustke z "miejsca odosobnienia w Jaworzu". gdy przyjechal do domu zaskoczyl go telefon samego generala Kiszczaka. Za wymowne i jednoznaczne trzeba uznac to, co napisal o tym sam Szczypiorski: "Moze pan przyjechac? Przysle samochod (...) W drzwiach stal Kiszczak. - Tak sie ciesze, ze pana widze (...) Pozwolilem sobie prosic pana o spotkanie, by osobiscie powiadomic, ze podjalem decyzje o zwolnieniu. Czy teraz dwaj wolni ludzie moga wypic ze soba kawe (...) Uzywa pan mleczka do kawy?"

Dalszej tresci tej rozmowy mozemy sie tylko domyslac.

Przedstawianie Polakow, jako szownistow, klerykalow, antysemitow i jaskiniowych antykomunistow, ktorzy ziona checia krwawych rozpraw z takimi patriotami, jak Jaruzelski, Kiszczak, Rakowski i inni wielcy reformatorzy - oto zadanie, ktore realizowal Szczypiorski.

Antoni Lenkiewicz

 

Poczatek strony


 

 


Strona główna