| Pędzący królik Platformy |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator | |||||||||
| Sobota, 23 Styczeń 2010 21:25 | |||||||||
|
Oczywiście nic nie prześcignie "Pędzącego królika"!z blogu Matka Kurka, 20.01.2010 Jak tylko usłyszałem byłem pewien, że będzie hit i to numer jeden ponad wszystkimi innymi hitami. „Pędzący królik”, no nie powiem trochę zabawne jest, chociaż na raz, no może dwa, ale za siódmym razem to mnie nie tylko nie bawi, to mnie przekonuje, po raz kolejny, jakiej jakości „materiał ludzki” dostaje się do mediów i jakiej jakości odbiorca mediów. Oglądałem całe przesłuchanie Kamińskiego, przed komisją hazardową, i jednego jestem pewien. Gdyby pokazać to przesłuchanie w miejscu gdzie nie znają nazwisk i twarzy, oglądający mieliby jedno wspólne przekonanie. Jedyny człowiek na załączonym obrazku, który mówił konkretnie, rzeczowo i zachowywał się normalnie, to ten w okularkach o szczurkowatej twarzy. Tym co mają nazwiska siną farbą na piersiach kłute i te nazwiska z innej niż pisowska ławica, trudno będzie uwierzyć, że rozsądnym, rzeczowym i przekonującym był Kamiński. Ci co posinieli od PiS mogą być ze swojej rybki zadowoleni. Mnie nie pozostaje nic innego jak kolejny raz zapłakać nad tym, że człowiek o dość odrażającej mentalności i sposobie bycia, przedstawił się jako całkiem przyzwoity i rozsądny na tle „czereśniaków”, „pacanów”, „dupków” i „sportowców”, którymi to mianami skazany Sobiesiak mianował Mira Drzewieckiego i Zbycha Chlebowskiego. Szalony królik ubawił mnie raz, natomiast fakt, że dla takiego boiskowego kopacza, drobnego cinkciarza, szemranego „biznesmena”, minister w polskim rządzie jest dupkiem, gońcem i pomywaczem od wykonywania zleceń, bawi mnie cały dzień i jeszcze długo mnie nie puści. Nie żeby to jakaś nowość dla mnie była, po prostu zabawnie usłyszeć tę wesołą prawdę w TV i popatrzeć na te wszystkie zdziwione twarze. Ojej to tak się robi w Najjaśniejszej biznes i politykę?
Wygląda na to…co ja gadam…zawsze wyglądało na to, a nawet było oczywistym, że hierarchia jest taka jaka jest. Paleciarz z Lublina sponsoruje „książkę” historyka z Gdańska, obaj w normalnych warunkach rynkowych, naukowych i politycznych nigdy nie byliby autorami, wydawcami, szefami klubów, czy niestety premierami. Ponieważ republika bananem stojąca, która co jakiś czas dla niepoznaki zmienia nazwy i kacyków, jest postawiona na takim właśnie typie mentalnym jak biznesmen Sobiesiak i polityk Tusk czy Palikot, bez znaczenia, no to mamy logiczny ciąg zdarzeń, nad którym nie ma co już płakać, trzeba pękać ze śmiechu, żeby nie zwariować. Co mnie najbardziej śmieszy? Mnie najbardziej śmieszy zderzenie, zderzenie tego całego blichtru rządowego, tych haftowanych sztandarów, tych ksiąg świętych, na które się przysięga i tych bóstw co się ku pomocy wzywa. Zderzenie z czym? Ano z prostym życiem: „Te, kurwa Miro, w dupę lepszy „sportowiec”, załatw mi most gondolowy we Warszawie. Dobra, dobra, nie pierdol tylko dzwoń do Świętej Hanki”. Wyjątkowo nie mam ochoty na mocne słowa, nie mam też zamiaru bulwersować, prowokować, grzmieć, po prostu chciałem wiernie oddać poziom spraw najwyższej wagi państwowej. Pierwszy naiwny nie jestem, nie to mnie śmieszy, że biznesmen kręci z politykiem, mnie śmieszy to na jaką nutę się to odbywa i ta nuta jest ludowa, pszenno-buraczana. W takim USA, czy nawet ZSRR trzeba być kimś, trzeba obracać miliardami, żeby robić interesy z politykami szczebla ministerialnego. W Polsce byle cinkciarz może pomiatać ministrem za parę złotych na kampanię, czy też do łapki. To jest zabawne, zabawni są ci ludzie i zabawny jest ten kraj. Rozumiem wyłożyć 50 milionów na coś tam, coś tam i wtedy nazwać sobie dupkiem polskiego ministra, kręcić nim jak chłopkiem, ale to się odbywa na poziomie „postaw pół litra”, „pożycz na wino”. Nie, nie, nie o to chodzi, że nie ma z tego kasy. Kasa jest i to potężna, tyle, że robią tę kasę „wiśniaki”, „pacany”, „sportowcy” z skazanymi Sobiesiakami, którzy mają swoje córeczki gotowe oddać się Toto Lotto. W tym rzecz, że to wszystko byli gołodupcy, jakiś drugoligowy kopacz, jakiś sprzedawca palet i jaboli, jakiś czyściciel kominów, a teraz to są elity biznesu i polityki. Żeby w tym jakaś maestria była, bo przecież można kraść i prać mózgi genialnie, ale to disco polo w formie i rym częstochowski w treści jest. Obok tego zabawne jest wiele innych rzeczy, ale jeszcze jedna szczególnie. Otóż tak zwana przedsiębiorczość zabawną jest wielce. Szczególnie śmieszne. Lepiej, że są tacy co potrafią zrobić biznes, niż niedojdy co to wyciągają łapę po państwowe. „Pacanie” jeden z drugim, że zacytuję biznesmena, przecież to dokładnie jest związek zawodowy, to jest budżetówka dojąca podatników. Komu potrzebny most gondolowy na Wiśle, komu potrzebny system operacyjny w ZUS zrobiony po DOS’a, przecież nikomu poza durnym podatnikiem, który za to zapłaci. Jaka inna firma, ciężko pracująca, aby wyjść na swoje, zleciłaby podobne inwestycje? Ci biznesmeni, gdyby mieli konkurować normalnie, zdechliby z głodu, rozumiem, że istnieją firmy wszechstronne, ale Sobisiak Company, któremu wszystko jedno, czy buduje kasyna, czy wyciągi, czy mosty na Wiśle, byle było na to zlecenie rządowe, bo wtedy to jest „przedsiębiorczość”? Tak, to jest przedsiębiorczość, a frustraci co nie potrafią o swoje życie zadbać szukają naiwnych rozwiązań świętych w polityce. Przedsiębiorczość, to jest zbudować firmę z niczego, zarobić tak, żeby się z krzykiem po nocach nie budzić, nawet nie będę tu uruchamiał pojęcia „uczciwość”, wystarczy równe szanse w konkurencji. Niech mi Miro załatwi zamówienie na 10 tysięcy opon do państwowych taborów, po cenie, którą ja podam i na warunkach dostawy jakie ustalę. Już jestem przedsiębiorcą i to takim, którego działania powodują, że co najmniej kilkadziesiąt frajerskich firm przy mnie padnie. Tak, drogie podatnicze frajerstwo, o to w tym wszystkim chodzi, nie o jakiś etos, patos, uczciwość i przejrzystość. Chodzi o to, żeby wychodząc na konkurencyjny ring mieć chociaż odwiązane ręce, kiedy cię konkurencja otwartą rękawicą wypełnioną podkową, okłada po ryju przy dopingu sędziów i instytucji odwoławczych. A to się utarło jak za PRL. Jaki dobry chłop, jak zakombinował i dom i „Holzwagen” i motor Emzeta ma. Era cinkciarza i sekretarza, to jest model uprawiania polityki partii rządzącej i jej sponsorskiego zaplecza. I mnie już wcale nie chodzi o to, żeby zaraz ich zmieniać, bo przecież PiS jeszcze gorsze i tak dalej, ile razy można to wałkować. Mnie chodzi tylko o jedno, żeby do łbów wyborczych dotarło jedno. Wyborca nie jest po to, żeby życie oddawać za PiS, PO, czy jeszcze gorzej SLD, ale jest od tego, żeby jednych na drugich nasyłać i kibicować na przemian, w zależności od tego co wyborcy służy. Tym razem służy Kamiński, taka jest rzeczywistość i nie ma to nic wspólnego z tym, że Rydzyk jest antysemitą, a Kaczyński nie ma konta. Nic, kompletnie nic wspólnego, może poza jednym. Stopień patologii i ogłupienia mas cukierkowym obrazkiem malowanym europejskością i nowoczesnością jest tak wielki, że tylko szaleńcy tacy jak Kaczyński mają odwagę, ale i oczywiście interes, żeby mówić o tym co gnije od kuchni. Dramat polega na tym, że PiS ma rację, co do diagnozy i arszynik zamiast lekarstwa. A PO jest pudrem na raka i nie mam już sił zgadywać co lepsze. Wszystko do siebie pasuje, poziom polskiego biznesmena korzeniami sięgającego cinkciarza, poziom polskiego polityka, przerobionego z sekretarza POP i poziom polskiego wyborcy, hołdującego zasadzie, że co państwowe, to nie kradzione, co PiS zawsze głupie i szkodliwe, co PO światłe i budujące, to jest zabawne, bardzo zabawne. http://www.kontrowersje.net/tresc/oczywiscie_nic_nie_przescignie_pedzacego_krolika
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
|
|||||||||
| Zmieniony: Sobota, 23 Styczeń 2010 21:32 |








czytaj dalej »